To nie jest kolejna walka. To nie jest zwykły obóz. To nie jest rutyna w kalendarzu mistrza świata. W obozie Justina Gaethje od tygodni panuje atmosfera, która jasno pokazuje – ten rozdział ma swoją wagę, swoją stawkę i swoją granicę. Trener Gaethje – Trevor Wittman – nie owija w bawełnę: walka z Paddym Pimblettem na UFC 324 to „ostatni bieg” jego podopiecznego po mistrzowski pas.

Justin Gaethje 24 stycznia w Las Vegas zmierzy się z Paddym Pimblettem w pojedynku o tymczasowy pas wagi lekkiej. Ale w Onyx Gym w Kolorado nie mówi się o „kolejnym title shocie”. Tam mówi się o zamykaniu historii.

Mówię to głośno: to jest nasz ostatni bieg. Jeśli nie wygramy tej walki, nie idziemy dalej. Nie będziemy bawić się w gatekeeperów i pieniężne zestawienia. Justin jest gościem, który wyznacza cele. I to jest jego ostatnia droga po prawdziwe złoto.

– podkreśla Wittman.

Szkoleniowiec zdradza, że rozmowy o przyszłości odbywały się nie tylko z Justinem, ale też z jego rodziną.

Justin rozumie, czym są sporty kontaktowe. Rozumie długofalowe konsekwencje. Dla niego to nie jest tylko kariera – to etap życia, który trzeba domknąć na własnych zasadach. I on jest gotów odejść, jeśli ten rozdział nie zakończy się pasem.

„Nie potrzebujemy już niczego. Robimy to, bo chcemy”

Wittman wprost przyznaje: Gaethje jest dziś w miejscu, w którym nie musi już niczego udowadniać.

My nie walczymy dlatego, że czegoś nam brakuje w życiu. Justin zbudował markę, zbudował swoją pozycję, jest spełniony. Robimy to, bo on chce zamknąć historię w sposób, który będzie zgodny z nim samym. Pas to tylko symbol. Liczy się to, kim jesteś i ilu ludzi zainspirowałeś po drodze.

To właśnie ta filozofia – według Wittmana – pozwala Gaethje wchodzić do klatki bez strachu i bez presji.

On nie potrzebuje pasa, żeby wiedzieć, kim jest. Ale chce go zdobyć, żeby domknąć swoją opowieść.

Pimblett? „Szanuję go bardziej, niż ludzie myślą”

Wittman nie lekceważy rywala, mimo że w sieci dominuje narracja o „przepychaniu” Pimbletta do walki o pas.

Ja bardzo go szanuję. On jest konsekwentny. Ma ogromną rzeszę fanów – ale z nią idzie też ogromna grupa ludzi, którzy chcą, żeby przegrał. A on cały czas wygrywa. To mnie imponuje.

Trener Gaethje zwraca uwagę na element, który jego zdaniem jest kluczowy w stylu Anglika.

On się angażuje. On bije się z wiarą w to, co robi. Ludzie mówią o jego błędach, o opuszczonej gardzie, o dziurach w obronie – ale on ma jedną rzecz, której nie da się nauczyć: wiarę w siebie. A to w MMA jest potężna broń.

Jednocześnie Wittman jasno daje do zrozumienia, że obóz Gaethje nie przygotowuje się na „bijatykę dla show”.

Nie zakładamy, że to będzie tylko stójka. Justin poświęcił ogrom czasu na grappling. Jego top game i ground and pound są wyjątkowe. To nie jest ten sam zawodnik, który kiedyś dawał się zamykać w defensywie. Teraz to on pcha rywali na tyły.

„To 25 minut. Kto ma najlepsze 25 minut życia – wygrywa”

Wittman odcina się od rankingów, narracji medialnych i internetowych sporów.

Nie interesuje mnie, czy ktoś „zasługuje” bardziej. Oni walczą o pas. To jest jedyne, co się liczy. To będzie 25 minut. Kto w tych 25 minutach będzie najlepszą wersją siebie – ten wygra.

I dodaje:

Nie walczymy z Paddym jako nazwiskiem. Walczymy z chwilą. Z momentem. To jest ten moment w karierze Justina.

Zobacz takżeJustin Gaethje nie ukrywa strachu: „Kocham to, że będę przerażony przed walką z Topurią”

źródło: YouTube / ESPN MMA – rozmowa z Brettem Okamoto | foto: Chris Gardner / Getty Images