Jon Jones wrócił z emerytury szybciej, niż zdążył zdjąć rękawice. Wszystko przez wizję historycznej gali UFC pod Białym Domem. Ale im bliżej szczegółów tego projektu, tym wyraźniej widać, że jedna z największych możliwych walk w historii MMA może nigdy nie dojść do skutku.

Były mistrz wagi półciężkiej i ciężkiej – Jon Jones nie ukrywał, że po „wznowieniu” kariery celował w jedno nazwisko – Alex Pereira. Brazylijczyk również otwarcie mówił o takim starciu. Jednak dziś sam Jones coraz mniej wierzy w to, że UFC pozwoli im stanąć naprzeciw siebie.

Pereira chce ze mną walczyć, ale nie sądzę, żeby Dana White na to pozwolił. Będzie ciekawie zobaczyć, czego Dana będzie chciał.

– przyznał Jones w rozmowie z Red Corner MMA.

Problemem nie jest sport. Problemem jest zaufanie.

Dana White od dawna nie ukrywa, że niechętnie widzi Jonesa na gali, która ma być wizytówką całego UFC – zwłaszcza na wydarzeniu pod Białym Domem. Przez lata karierę „Bonesa” wielokrotnie wykolejały pozasportowe sprawy: wpadki dopingowe, aresztowania, wycofywanie z walk na ostatniej prostej. To właśnie ta historia sprawia, że UFC może nie chcieć ryzykować wizerunkowej katastrofy na najbardziej medialnej gali w dziejach. Jeśli Jones wypadnie z planów na kartę walk gali pod Białym Domem, pojawia się pytanie, czy w ogóle jeszcze zobaczymy go w klatce.

Tymczasem Alex Pereira nie musi czekać. Na horyzoncie są już kolejne opcje – obrona pasa wagi półciężkiej z czołowym pretendentem (jak Carlos Ulberg) albo próba sił w wadze ciężkiej, gdzie mistrzem jest Tom Aspinall.

W kolejce ustawia się także Khamzat Chimaev, który coraz głośniej mówi o przejściu do 93 kg. Co ciekawe, Jones widzi w nim realne zagrożenie dla obecnych liderów dywizji.

Uważam, że Khamzat mógłby wygrywać w każdej wadze. Jest jednym z najlepszych zawodników na świecie. Jest wystarczająco duży na ciężką, a jednocześnie wystarczająco mały, by zejść niżej. W półciężkiej radziłby sobie świetnie z takimi gośćmi jak Alex Pereira czy Magomed Ankalaev.

– ocenił Jones.

Superwalka Jones – Pereira rozpala wyobraźnię kibiców od miesięcy. Ale dziś coraz wyraźniej wygląda na to, że to właśnie polityka i przeszłość „Bonesa” mogą ją definitywnie pogrzebać.

Zobacz takżeJon Jones odpala po wspólnym show z Danielem Cormierem: „To nie jest rywalizacja – to jest osobista wojna”

źródło: Red Corner MMA | foto: Getty Images, IMAGO/Zuma Wire