UFC Sacramento: Karl Roberson kontrowersyjnie wygrywa z Wellingtonem Turmanem

UFC/FP

Debiutujący dziś w organizacji UFC Brazylijczyk, Wellington Turman postawił niezwykle twarde warunki Karlowi Robersonowi, kontrowersyjnie z nim przegrywając niejednogłośną decyzją sędziów.

Zawodnicy od początku poszli na bezpardonową wymianę, kompletnie pozbawieni obrony. Po chwili, debiutujący w organizacji UFC – Wellington Turman postanowił przenieść pojedynek do parteru. Brazylijczyk skutecznie obalił Karla Robersona, który bardzo szybko spróbował wstać, co jego rywal wykorzystał do próby gilotyny. Za chwilę to Roberson był na górze, wyniósł i rozbił Brazylijczyka, który znajdował się na dole i był nieustannie obijany przez Amerykanina. Co jakiś czas, Roberson podnosił pozycję, spuszczając kilka młotków na twarz Turmana. Kilka łokci z góry spadło na głowę Brazylijczyka. Pierwsza runda zakończyła się z Karlem Robersonem z góry.

Drugie starcie. Brazylijczyk spróbował kopnięcia, wymiana na środku klatki. Roberson skrócił dystans, spychając Turmana pod siatkę, gdzie potraktował go latającym kolanem. Amerykanin obrócił Brazylijczyka, wpychając go w siatkę. Dobra kontrola w wykonaniu Robersona. Nieroztropnie oddał jednak plecy, co doskonale wykorzystał debiutant w największej organizacji MMA na świecie. Amerykanin obrócił jednak pozycję, choć nie na długo, bo rywal rewelacyjnie go obalił i to on znajdował się w dominującej pozycji, próbując duszenia zza pleców naprzemiennie z ciosami. Brazylijczyk popełnił jednak błąd i przypłacił go oddaniem pozycji. To Roberson, do końca drugiego starcia znajdował się u góry, kontrolując Turmana.

Ostatnia runda. Zdecydowanie bardziej zmęczony Roberson, co zgodnie zauważyły oba narożniki. Roberson jednak ruszył bardziej agresywnie, Brazylijczyk trafił obrotówką pod prawy łokieć Amerykanina. Zaś klincz pod siatką, zaś Turman zajmował plecy Robersona. Obalenie, oddane plecy, próba duszenia. Dosiad, spadały łokcie na głowę Amerykanina. Próba trójkąta rękoma w wykonaniu Turmana, nieskuteczna. Po chwili – chęć uduszenia rywala zza pleców, ale doskonale skręcił się Roberson! Brazylijczyk zaś w dosiadzie, po chwili ponownie kontrolował plecy przeciwnika, chcąc za wszelką cenę poddać oponenta. Wpięcie, kolejne próby duszeń. Brazylijczyk ponownie popełnił błąd, który sprytnie wykorzystał Roberson, znajdując się z góry przez chwilę, bo za moment zdecydował się wstać, rozbijając swojego rywala przez ostatnie kilkanaście sekund z góry.

Sędziowie nie byli jednomyślni i kontrowersyjnie wskazali jako zwycięzcę Karla Robersona, punktując dla niego 2x 29-28, 28-29. Werdykt nie spodobał się publiczności jak i obserwatorom. Trudno się dziwić…