Damian Janikowski przystąpi do gali XTB KSW 119 z serią czterech porażek z rzędu. Nic więc dziwnego, że coraz częściej pojawiają się pytania o jego przyszłość w organizacji. Oliwy do ognia dolał dyrektor sportowy KSW Wojsław Rysiewski, który zasugerował w wywiadzie z Arturem Mazurem w programie „Klatka po klatce”, że starcie z Wiktorem Zalewskim może być dla byłego pretendenta do pasa walką o być albo nie być. Sam zainteresowany nie zamierza jednak wpadać w panikę.

Medalista olimpijski z Londynu podchodzi do całej sytuacji ze spokojem i przypomina, że jeszcze niedawno sam znajdował się w ścisłej czołówce kategorii średniej.

„Odbiłem się od absolutnego topu”

Janikowski zwrócił uwagę, że jego ostatnie porażki nie przyszły w starciach z przeciętnymi rywalami, a z zawodnikami należącymi do ścisłej czołówki KSW.

Przede wszystkim trzeba spojrzeć na to szerzej. Nie jest tak, że przegrywałem z przypadkowymi zawodnikami. Doszedłem do walki o pas z Pawłem Pawlakiem, byłem na samym szczycie tej kategorii. Później walczyłem z zawodnikami, którzy bili się o pas albo dziś są mistrzami czy posiadaczami pasa tymczasowego. Oczywiście, są to porażki i nie ma sensu tego zakłamywać, ale jednocześnie nie można odbierać mi tego, że dotarłem na ten najwyższy poziom. Po prostu trafiałem na ludzi, którzy w tamtym momencie okazali się lepsi.

Były zapaśnik nie zamierza jednak budować wokół siebie atmosfery końca kariery.

Są zawodnicy, którzy po trzech czy czterech porażkach odchodzą do innych organizacji, próbują się odbudować i wrócić. Ja nie zaprzątam sobie tym głowy. Nie ma sensu martwić się czymś, co może wydarzyć się w przyszłości. Wolę skupić się na tym, co mam zrobić teraz.

„Nie myślę, że przegram i wylecę z KSW”

Janikowski przyznał, że rozumie troskę władz organizacji, ale nie zamierza rozważać czarnych scenariuszy przed samą walką.

Jestem dziś dużo spokojniejszy niż kiedyś. Nawet gdyby kiedyś skończyła się moja przygoda z KSW, a dalej miałbym ochotę walczyć, to na pewno znalazłbym miejsce do dalszych występów. Ale znam też Wojsława i wiem, że patrzy na mnie nie tylko jako na zawodnika. Patrzy również na moje zdrowie i na to, żebym funkcjonował normalnie po zakończeniu kariery. Dlatego wierzę, że wszystkie decyzje będą podejmowane rozsądnie i po rozmowach.

Jednocześnie zawodnik z Wrocławia jasno zaznaczył, że nie wybiera się jeszcze na sportową emeryturę.

Ja nie składam broni. Nie myślę o tym, że tę walkę przegram. A już na pewno nie myślę o tym, że jeśli przegram, to od razu wylecę z KSW. Mam kontrakt, mamy przed sobą rozmowy i przede wszystkim mam przed sobą walkę. Na tym się skupiam.

„Nigdy nie wybierałem sobie przeciwników”

Co ciekawe, mimo czterech porażek z rzędu Janikowski nie dostał teoretycznie łatwiejszego rywala na odbudowanie. Naprzeciw niego stanie młody i bardzo perspektywiczny Wiktor Zalewski.

Dla byłego olimpijczyka nie jest to jednak nic nowego.

Ja nigdy nie wybieram zawodników. Dostaję propozycję walki i praktycznie od razu ją przyjmuję. Tak funkcjonuję od początku kariery. Uważam, że bycie sportowcem wymaga pewnej surowości wobec samego siebie. Ciężko trenuję, ciężko pracuję i nie interesuje mnie dobieranie sobie rywali na odbudowanie albo szukanie łatwiejszej drogi. Dostaję przeciwnika i wychodzę walczyć.

Janikowski uważa, że właśnie dlatego nadal otrzymuje mocne zestawienia.

Moje nazwisko wciąż coś znaczy. Wciąż jest warte konkretne pieniądze dla organizacji i dla kibiców. Dlatego dostaję dobrych zawodników, z którymi można zrobić widowiskową walkę. Taka jest rola tego sportu. Kibice dostają emocje, federacja zarabia pieniądze, a my jako zawodnicy również możemy na tym korzystać.

Już 20 czerwca podczas gali XTB KSW 119 w Radomiu Janikowski stanie przed kolejnym trudnym wyzwaniem. W klatce przywita Wiktora Zalewskiego, który po raz pierwszy spróbuje swoich sił w kategorii średniej. Dla jednych będzie to walka o przyszłość byłego pretendenta do pasa. Dla samego Janikowskiego to po prostu kolejny pojedynek, który zamierza wygrać.

Zobacz takżeDamian Janikowski przed XTB KSW 119: „Mam w sobie wilka. Odbiję się i będzie dobrze”