Aiemann Zahabi od lat znajduje się w cieniu największych gwiazd kategorii koguciej UFC. Mimo serii imponujących zwycięstw Kanadyjczyk wciąż nie zdobył rozpoznawalności, na jaką – jego zdaniem – zasługuje.

To może się jednak zmienić już 14 czerwca. Podczas historycznej gali UFC Freedom 250 przed Białym Domem, Aiemann Zahabi zmierzy się z Seanem O’Malleyem i nie ukrywa, że traktuje ten pojedynek jako największą szansę w całej swojej karierze.

Zawodnik z Montrealu jest niepokonany od siedmiu walk i ma na koncie zwycięstwa nad takimi nazwiskami jak Jose Aldo czy Marlon Vera. Mimo to nadal nie należy do najbardziej rozpoznawalnych zawodników dywizji.

Zdaniem Zahabiego starcie z byłym mistrzem UFC może zmienić wszystko.

„Nikt już nie zapyta, kim jestem”

W rozmowie dla UFC on Paramount+ Kanadyjczyk przyznał, że walka na gali UFC Freedom 250 może wynieść go na zupełnie nowy poziom popularności.

Zdecydowanie tak. Właśnie dlatego gala przed Białym Domem jest czymś tak wyjątkowym. Po tej walce nikt już nie będzie mógł zapytać: „Kim jest ten gość?”. Za każdym razem, gdy coś napiszę na X albo wrzucę post na Instagramie, kibice komentują i reagują coraz częściej. To naprawdę fajne uczucie. Dodatkowo walka z kimś takim jak Sean O’Malley sprawia, że stajesz się bardziej rozpoznawalny.

Zahabi przypomniał, że podobną sytuację przeżywał już wcześniej przy okazji pojedynków z wielkimi nazwiskami.

Pierwszy raz poczułem to przy walce z Jose Aldo w Montrealu. On ma miliony obserwujących i nagle mnóstwo uwagi zostało skierowane także na mnie. Tak samo było przy Marlonie Verze. Lubię dostawać takie pojedynki. Dzięki nim mogę częściej trafiać do kibiców spoza ścisłego świata MMA i pokazywać się szerszej publiczności.

„Nie wystarczy wygrać”

Kanadyjczyk doskonale zdaje sobie sprawę, że samo zwycięstwo nad O’Malleyem może nie wystarczyć do otrzymania walki o pas.

Według niego UFC oczekuje nie tylko wygranych, ale również widowiskowych występów.

UFC w wielu aspektach opiera się na zasługach, ale nie chodzi wyłącznie o zwycięstwa. Chodzi o to, w jaki sposób wygrywasz. Jednym z powodów, dla których Hunter Campbell zadzwonił właśnie do mnie z propozycją walki z Seanem O’Malleyem, było to, że nie próbowałem obalać Pedro Munhoza. Biłem się z nim przez piętnaście minut w stójce. Przez piętnaście minut walczyłem też w stójce z Jose Aldo i Marlonem Verą. Pokonałem duże nazwiska w sposób, który UFC lubi oglądać.

Cel jest jeden – walka o pas

Zahabi wierzy, że efektowne zwycięstwo nad byłym mistrzem może otworzyć mu drogę do pojedynku o tytuł mistrzowski.

Czuję, że jeśli zrobię to samo z Seanem O’Malleyem, mogę dostać walkę o pas. Ale jeśli wyjdę tam i stoczę nudny pojedynek, UFC po prostu mnie ominie i przejdzie do kolejnego zawodnika.

Dla 37-letniego Kanadyjczyka UFC Freedom 250 może być więc czymś więcej niż tylko kolejną walką. To szansa na wejście do ścisłej czołówki największych gwiazd organizacji i być może ostatni krok przed mistrzowską szansą.

Zobacz takżeBryce Mitchell krytykuje galę UFC w Białym Domu: „Rząd powinien nas chronić, a nie zabawiać”

źródło: UFC on Paramount+