Bryce Mitchell nie zamierza dołączać do grona zachwyconych historyczną galą UFC Freedom 250. Choć zawodnik kategorii piórkowej chwali organizację UFC i cieszy się z sukcesu kolegów z karty walk, uważa, że sam pomysł angażowania Białego Domu w organizację wydarzenia sportowego jest błędem.

Amerykanin odniósł się również do kontrowersji związanych z Seanem Stricklandem, który niedawno twierdził, że nie otrzymał zaproszenia na galę po swoich głośnych wypowiedziach dotyczących Izraela.

Mitchell stanął w obronie wolności słowa

Podczas media day przed UFC Vegas 118 Mitchell został zapytany o słowa Stricklanda. Zawodnik nie ukrywał, że jego zdaniem możliwość krytykowania państw i polityków jest jednym z fundamentów amerykańskiej demokracji.

W ogóle mnie to nie dziwi. Wolność słowa jest tym, co naprawdę czyni ten kraj wielkim. Jeśli nie możesz krytykować obcego państwa, to mamy problem. Powinniśmy mieć możliwość krytykowania nawet własnego kraju, a co dopiero innego państwa.

Mitchell poszedł jeszcze dalej, sugerując, że niektóre tematy są dziś traktowane inaczej niż pozostałe.

Tak naprawdę jest tylko jeden kraj, którego nie wolno krytykować. Ale to się kiedyś zmieni, bo żadne imperium nie trwa wiecznie. Zawsze pojawia się bunt. Oglądaliście „Gwiezdne Wojny”? Właśnie tak to wygląda. Darth Vader też kiedyś zostaje pokonany.

„Nie krytykuję UFC”

Mimo swoich politycznych zastrzeżeń Mitchell podkreślił, że nie ma żadnego problemu z samą organizacją UFC ani z faktem, że przyjęła propozycję zorganizowania wydarzenia na terenie Białego Domu.

Przede wszystkim nie zazdroszczę żadnemu zawodnikowi, który znalazł się na tej karcie. Bardzo się z nich cieszę. Uważam, że lepszego main eventu nie dało się zestawić. Jestem szczęśliwy za każdego zawodnika, który tam zawalczy. Jeśli będą potrzebowali zastępstwa i będę zdrowy, sam chętnie wejdę do tej karty.

Mitchell przyznał również, że z biznesowego punktu widzenia UFC postąpiło dokładnie tak, jak powinno.

Dla UFC to fantastyczna sytuacja. Wręcz idealna. Oczywiście, że organizacja miała powiedzieć „tak”. Na ich miejscu zrobiłbym dokładnie to samo.

„To nie jest rola rządu”

Największe zastrzeżenia zawodnika dotyczą jednak samej roli państwa. Mitchell, który studiował ekonomię i interesuje się polityką, uważa, że administracja państwowa nie powinna zajmować się organizacją widowisk sportowych.

Z politycznego punktu widzenia mam inne zdanie. Rząd, organizując wydarzenia sportowe, odchodzi od swojej podstawowej roli w społeczeństwie. Zadaniem rządu jest chronić obywateli i służyć ludziom. Tak naprawdę powinien być możliwie jak najmniejszy.

Według Amerykanina angażowanie państwowych zasobów w tego typu przedsięwzięcia tworzy niepotrzebne ryzyko.

Kiedy organizuje się takie wydarzenia, wykorzystuje się do tego publiczne pieniądze i zasoby. To nie jest cel, dla którego powstał rząd. Im bardziej państwo angażuje się w takie rzeczy, tym większe pojawia się pole do nadużyć i korupcji. A już teraz mamy wystarczająco skorumpowany rząd.

„Rząd ma nas chronić, a nie zabawiać”

Mitchell podkreśla, że jego słowa nie są wymierzone ani w Danę White’a, ani w kierownictwo UFC. Wręcz przeciwnie – wielokrotnie podkreślał swój szacunek do organizacji.

Kocham Danę White’a, Huntera Campbella, Seana Shelby’ego i Micka Maynarda. To niesamowite wydarzenie i jedyna taka okazja w życiu. Ale mimo wszystko uważam, że rząd nigdy nie powinien organizować imprez sportowych.

Na koniec zawodnik podsumował swoje stanowisko w jednym zdaniu.

Rząd powinien nas chronić, a nie nas zabawiać.

Historyczna gala UFC Freedom 250 odbędzie się 14 czerwca na południowym trawniku Białego Domu. Walką wieczoru będzie pojedynek unifikacyjny o pas kategorii lekkiej pomiędzy Ilią Topurią i Justinem Gaethje.

Zobacz takżeIslam Makhachev reaguje na powrót McGregora. Wskazał jednak poważny problem Irlandczyka

źródło: UFC Vegas 118 media day | foto: UFC.com