Cztery porażki z rzędu, ponad 15 lat kariery i coraz więcej znaków zapytania. Alex Morono po przegranej na UFC Vegas 113 otwarcie przyznaje, że zbliża się do końca swojej drogi w oktagonie. Amerykanin liczy jeszcze na jedną walkę – pożegnalną.

Podczas gali UFC Vegas 113 w Meta APEX w Las Vegas, Alex Morono przegrał jednogłośnie na punkty z Daniilem Donczenką. Była to jego czwarta porażka z rzędu w największej organizacji MMA na świecie.

35-letni weteran, który w UFC walczy nieprzerwanie od 2016 roku, po pojedynku opublikował szczery wpis w mediach społecznościowych. Dał w nim jasno do zrozumienia, że coraz poważniej myśli o zakończeniu kariery.

„Ten wojenny koń ma już na liczniku naprawdę sporo kilometrów. Jeśli to była moja ostatnia przejażdżka, odejdę z podniesioną głową” – napisał Morono.

„W idealnym świecie moja kolejna walka byłaby moją ostatnią. UFC było moim domem przez ostatnią dekadę. Nie ma miejsca, w którym wolałbym walczyć. Nie ma miejsca, w którym wolałbym zakończyć karierę. Mam nadzieję, że dadzą mi jeszcze jeden taniec” – dodał.

„To była niesamowita kariera. Dziękuję wszystkim za wsparcie przez te lata. Śledźcie, co będzie dalej. Śmierć albo zwycięstwo” – podsumował.

W starciu z Donczenką, Morono już w pierwszej rundzie znalazł się w ogromnych tarapatach. Był porozbijany, bliski skończenia, ale – jak wielokrotnie w przeszłości – pokazał charakter i dotrwał do końca walki, rzucając wszystko na jedną kartę.

Amerykanin ma na koncie już 24 występy w UFC. Jeśli organizacja zdecyduje się nie dać mu kolejnej szansy, zakończy swoją przygodę z ligą z cennymi zwycięstwami m.in. nad Donaldem Cerrone, Maxem Griffinem, Timem Meansem i Courtem McGee.

Na razie przyszłość Morono pozostaje niepewna. Sam zawodnik jasno jednak komunikuje jedno, chce odejść na własnych warunkach – po jeszcze jednej walce.

Zobacz takżeMateusz Gamrot ujawnia kulisy odrzuconej oferty UFC i wskazuje realny termin powrotu

źródło: Instagram / Alex Morono