Cory Sandhagen nie ukrywa, że chciał wrócić do oktagonu znacznie wcześniej. Czołowy zawodnik kategorii koguciej liczył na walkę już na początku roku, a wielu fanów widziało go nawet na historycznej gali UFC Freedom 250 przed Białym Domem. Ostatecznie Amerykanin znalazł się jednak poza kartą wydarzenia i wróci dopiero miesiąc później.

W rozmowie w programie Ariela Helwaniego, Cory Sandhagen przyznał, że początkowo był rozczarowany długim oczekiwaniem, ale dziś patrzy na sytuację z zupełnie innej perspektywy. Jak sam podkreśla, lipcowy termin może okazać się dla niego jeszcze korzystniejszy niż występ na gali UFC White House.

Liczył na powrót już kilka miesięcy temu

Po przegranej walce mistrzowskiej z Merabem Dvalishvilim Sandhagen chciał wrócić do rywalizacji zdecydowanie szybciej.

Tak, zdecydowanie chciałem walczyć wcześniej. Myślę, że naciskałem nawet na luty. Właśnie wtedy liczyłem na powrót. Taki był mój plan od samego początku.

Jak przyznał, kolejne miesiące oczekiwania nie były idealnym scenariuszem, ale finalnie otrzymał bardzo atrakcyjne miejsce na jednej z największych gal roku.

Ostatecznie wszystko ułożyło się całkiem dobrze. Walczę dwie walki przed pojedynkiem Conora McGregora z Maxem Hollowayem. To ogromna sprawa. Liczba osób, które będą oglądały tę galę, będzie gigantyczna. Kiedy UFC przekazało mi ten plan, byłem naprawdę wdzięczny. Pomyślałem: „Świetnie, to jest naprawdę dobra wiadomość”. Taka ekspozycja może być bezcenna dla kariery.

Więcej widzów niż na gali w Białym Domu?

W trakcie rozmowy Ariel Helwani poruszył temat UFC Freedom 250. Dziennikarz zapytał Sandhagena, czy jego zdaniem większą oglądalność wygeneruje historyczna gala przed Białym Domem, czy jednak powrót Conora McGregora.

Zawodnik nie miał większych wątpliwości.

Szczerze? Myślę, że więcej ludzi obejrzy galę z McGregorem. To wydarzenie ma globalny zasięg. Jeśli jesteś fanem z Irlandii czy z innego miejsca na świecie, sama lokalizacja przed Białym Domem niekoniecznie robi ci wielką różnicę. Conor przyciąga uwagę jak mało kto. Jeśli podczas fight weeku zobaczymy starego McGregora, konferencje prasowe, cały ten szum medialny, to zainteresowanie będzie ogromne. Dlatego uważam, że to świetne miejsce dla mnie.

„UFC zestawiło nas nie bez powodu”

Sandhagen wróci do oktagonu 11 lipca podczas UFC 329, gdzie zmierzy się z Mario Bautistą. Amerykanin uważa, że organizacja celowo zdecydowała się na takie zestawienie właśnie na gali z udziałem McGregora.

Myślę, że UFC zrobiło tę walkę nie bez powodu. Ja i Mario jesteśmy zawodnikami, którzy zawsze dają widowiska. To będzie kapitalny pojedynek. Naprawdę nie widzę scenariusza, w którym ta walka mogłaby być nudna. Mario jest idealnym przeciwnikiem do bardzo wymagającego, wyrównanego starcia na jednej z największych gal roku. Dlatego cieszę się, że właśnie on stoi po drugiej stronie klatki.

Choć wielu kibiców spodziewało się zobaczyć Cory’ego Sandhagena na historycznej gali UFC Freedom 250, wygląda na to, że sam zawodnik nie zamierza rozpamiętywać tej decyzji. Zamiast tego skupia się na występie podczas International Fight Week, gdzie przy okazji powrotu Conora McGregora może otrzymać jedną z największych ekspozycji medialnych w całej swojej karierze.

Zobacz takżeJustin Gaethje marzy o „Cudzie na lodzie”. Chce zatrzymać Topurię pod Białym Domem

źródło: The Ariel Helwani Show | foto: Josh Hedges/Zuffa LLC