Damian Piwowarczyk już 22 września stanie przed jedną z najważniejszych walk w swojej dotychczasowej karierze. „Damsyn” zmierzy się z Emilio Quissuą w tegorocznym sezonie Dana White’s Contender Series, a stawką pojedynku będzie kontrakt z UFC. W rozmowie z naszą redakcją zawodnik opowiedział o kulisach decyzji o odejściu z KSW, przygotowaniach, sparingach z czołowymi polskimi zawodnikami oraz podejściu do najważniejszej walki w swojej karierze.
Decyzja o spróbowaniu swoich sił w Contender Series nie zapadła z dnia na dzień. Damian Piwowarczyk już wcześniej rozmawiał z Wojsławem Rysiewskim na temat swojej przyszłości, a możliwość występu w programie sygnalizował jeszcze przed walką z Sergiuszem Zającem. Dopiero bardzo dobre zwycięstwo i okoliczności, w jakich zakończyła się jego umowa z KSW, sprawiły jednak, że zawodnik uznał, iż nadszedł właściwy moment na wykonanie kolejnego kroku.
Przed walką z Zającem już byliśmy u Woja i gadaliśmy o potencjalnym przedłużeniu kontraktu, już tam warunkach, już powiedzmy, że było wszystko w miarę dogadane, ale gdzieś tam było lekko napomknięte Wojowi, że w przyszłości chciałbym spróbować tego DWCS-a mimo wszystko. Gdzieś tam moja głowa krąży jeszcze wokół tego kierunku, ale nie teraz, tylko żeby właśnie gdzieś tam miał to na uwadze. A właśnie ta walka tak się dobrze potoczyła, zrobiła taki dobry szum, też tam mnie wzmocniła w miarę mentalnie. Po analizie tego wszystkiego, zobaczeniu, jak to się rozniosło, po rozmowach z trenerami, z rodziną, z kolegami z maty stwierdziłem, że chyba może nie być lepszej konfiguracji niż teraz. Kończy mi się umowa, jestem na winstreaku trzech walk skończonych przed czasem, dobry wiek, nie jestem jakiś tam pouszkadzany. Datowo też to wygląda dobrze, więc stwierdziliśmy, że chyba czas jednak zrobić ten krok w tę stronę.
Decyzja oznaczała rezygnację z pewnych rozwiązań, które dawała mu dalsza współpraca z KSW. Piwowarczyk przyznał, że otrzymał propozycję walki o pas, która pod względem finansowym była zdecydowanie bardziej atrakcyjna od występu w DWCS. Ostatecznie uznał jednak, że możliwość wejścia do UFC jest warta podjęcia ryzyka.
Walka o pas, lipiec super datowo, jeszcze coś by tam było w Gdańsku, blisko mojego, powiedzmy, najbliżej tak rodzinnego miasta, jeśli chodzi o duże gale. Jeszcze coś by tam z wakacji skorzystał. I kontrakt już taki pieniążkowo konkretny. Ale jednak DWCS, czyli troszeczkę parę zer w dół zjechał generalnie. Jak sobie tak coś tam policzyłem z tymi sponsorami, to różnica jest konkretna. No ale jednak trzeba patrzeć na to, że wchodzisz w etap najpoważniejszej kariery dla zawodnika MMA.
„Podpisanie kontraktu to jest jakiś rodzaj zabezpieczenia”
„Damsyn” zdaje sobie sprawę, że Contender Series jest zupełnie innym rodzajem wyzwania niż regularne występy w organizacjach europejskich. Zwycięstwo może otworzyć mu drzwi do największej organizacji MMA na świecie, natomiast porażka może oznaczać konieczność budowania swojej pozycji od nowa.
Sam zawodnik zwraca uwagę, że w UFC każda kolejna walka będzie miała ogromne znaczenie, dlatego kontrakt wywalczony w Las Vegas byłby dla niego nie tylko spełnieniem sportowego celu, ale również swego rodzaju zabezpieczeniem przyszłości. Piwowarczyk nie zamierza jednak wybiegać myślami do scenariusza, w którym nie uda mu się zdobyć kontraktu. W jego głowie jest przede wszystkim zwycięstwo nad Emilio Quissuą i pokazanie się z jak najlepszej strony przed Daną Whitem oraz jego zespołem.
Rywal przeanalizowany. „Mamy trochę podobny styl”
Polak miał już okazję dokładnie przyjrzeć się swojemu przeciwnikowi. Choć nie wszystkie walki Quissuy były łatwo dostępne, sztab Piwowarczyka zebrał kilka jego ostatnich występów i przeanalizował jego mocne oraz słabsze strony.
„Damsyn” zwrócił szczególną uwagę na podobieństwa w sposobie prowadzenia walki. Jego zdaniem obaj zawodnicy chętnie korzystają z lewej strony, pracują z dystansu i stopniowo rozbijają przeciwnika zamiast szukać pojedynczego, potężnego uderzenia.
W ogóle mi się wydaje, że mamy bardzo podobny styl, taki stójkowy, że dużo korzystamy z lewej strony, że on bije i dużo lewą ręką i dużo lewą nogą, gdzieś tam z dystansu. Nie jest to do końca jedno uderzenie takie, że ugina nogi, tylko rozwijasz, kruszysz, kruszysz i w końcu ruszasz. Też całkiem sporo kopie, jakieś tam latające kolana, fronty. Zobaczymy. Myślę, że jakiś klincz, myślę, że jakieś obalenia, ale to też właśnie pierwsze minuty walki, sekundy mi odpowiedzą, jak ja się będę czuł pewnie w jakiej płaszczyźnie.
Piwowarczyk nie spodziewa się również, aby największym zagrożeniem ze strony Quissuy była jego siła pojedynczego ciosu. To pozwala mu podejść do pojedynku z większą pewnością siebie, choć jednocześnie zawodnik zdaje sobie sprawę, że nie może pozwolić rywalowi na narzucenie własnego tempa.
Mam to, że on nie jest power puncherem, a ja mam raczej twardy łeb, więc nie powinienem się aż tak obawiać tych ciosów. Będę musiał się po prostu wbić w to flow walki, żeby nie dawać mu narzucać swojego stylu. Mimo że, tak jak mówię, mamy trochę podobny, że dużo z tego lewego korzystamy, więcej o wiele z lewej części ciała. Zobaczymy, jak to się wszystko ułoży.
Piwowarczyk chce skończyć walkę przed czasem
Ważnym aspektem będzie również sposób, w jaki Polak zaprezentuje się przed matchmakerami UFC. W ostatnich latach Contender Series ewoluował, a samo zwycięstwo nie zawsze musi automatycznie oznaczać kontrakt. Piwowarczyk uważa jednak, że jego styl powinien działać na jego korzyść.
Nie zamierza kalkulować i walczyć wyłącznie po to, aby dowieźć decyzję sędziowską. Wręcz przeciwnie – planuje od początku szukać skończenia.
W kontekście wydaje mi się mojego stylu walki, jak już wygram, to na 99 procent. Ja jednak nie jestem gościem, który wywali i kontroluje albo uderza jeden cios i ucieka. Raczej będę mimo wszystko polował na nokaut albo poddanie. Raczej bez zamułki, raczej używam też jakichś tam ekwilibrystycznych technik. Nie zamulam po prostu walk.
To właśnie efektowny styl może być jego zdaniem dodatkowym argumentem. Piwowarczyk przywołał również statystyki dotyczące zawodników, którzy w poprzednim sezonie DWCS wygrywali swoje pojedynki i otrzymywali później kontrakty.
Moja mama też tam wiadomo, lubi jakieś tam liczby, statystyki. Od razu zobaczyła, ile w tamtym roku ludzi przeszło. To chyba było tam 52 osoby, z tego 46 przeszło. To koło 90 procent. Więc wydaje mi się, jak nie masz nudnego stylu, to jest niemal pewne.
Miesiąc wymagających sparingów w WCA
W ramach przygotowań do walki Piwowarczyk postawił również na mocne sparingi. Dzięki współpracy klubów WCA i Uniq Fight Club odbywał jednostki treningowe w Warszawie, gdzie miał okazję pracować z zawodnikami o bardzo różnych stylach i warunkach fizycznych.
Wśród jego sparingpartnerów znaleźli się między innymi Jan Błachowicz, Artur Szpilka, Ibragim Chuzhigaev, Bartosz Szewczyk, Iwo Baraniewski oraz Piotr Strus. Dla Piwowarczyka była to okazja nie tylko do przygotowania się pod konkretnego przeciwnika, ale również do sprawdzenia siebie w zupełnie nowych warunkach.
Mega było. Przychodziłem tam i było nie wiem, z ośmiu mega konkretnych gości w półciężkiej kategorii o podobnych warunkach. W ogólnym rozrachunku dobrze, fajnie właśnie gdzieś tam mnie Arbi potraktował, chłopaki z WCA bardzo pomocni byli. Gdzieś tam zobaczyłem też swoje błędy. Wymagające to były sparingi zdecydowanie. Pierwszy to w ogóle raz, bo potem to kilka chłopaków jeszcze ze mną poszło z Juepi, ale na pierwszych byłem totalnie sam. 38 stopni, mieszkam teraz na najwyższym piętrze bez klimy. Przychodzę taki zgnieciony, nie wiem, nie wiem, co gdzie leży. A potem już ten drugi sparing był o wiele lepszy i znowu o wiele lepszy. I tak finalnie na pewno to i mentalnie przełoży się na formę już startową.
Szczególnie wartościowe były dla niego treningi z zawodnikami, którzy mogli odwzorować warunki fizyczne Quissuy. Jednym z takich sparingpartnerów był Iwo Baraniewski, którego zasięg i sposób poruszania się pozwalały Piwowarczykowi pracować z rywalem przypominającym jego najbliższego przeciwnika.
On był bardzo niewygodny, ale też fajnie, bo wydaje mi się, że oddawał właśnie te warunki fizyczne mojego przeciwnika. Bardzo stójkowo walczył, bardzo był taki poruszający się na nogach. Zasięgowo też to grało wszystko. Super, bo zawsze jak się potrenuje z mocnym gościem, stawi mu jakiś tam opór, mam większy światopogląd tego MMA i jestem bardziej taki wzmocniony mentalnie, że zrobiłem z tym, robiłem z tym, przeżyłem, dałem radę.
Wyjazd do Las Vegas niemal dwa tygodnie przed walką
Piwowarczyk zna już również plan dotyczący podróży do Stanów Zjednoczonych. Polak ma wylecieć do Las Vegas 9 września, czyli niemal dwa tygodnie przed zaplanowaną na 22 września walką. Wcześniejszy pobyt w USA ma pomóc mu przyzwyczaić się do warunków i uniknąć problemów związanych ze zmianą strefy czasowej.
Zawodnik miał już okazję odwiedzić Las Vegas i poznać część procedur związanych z Contender Series. Podczas wizyty brał udział między innymi w nagraniach materiałów promocyjnych. Dzięki temu wie, czego spodziewać się podczas fight weeku.
Fajnie, że właśnie tam już byłem na tym trailerze, bo chociaż wiem, z czym się wiąże ta podróż, z czym się wiąże w ogóle ten Apex, ci ludzie, te wywiady nawet. Już tak jestem w stanie sobie to wizualizować przed walką, trochę sobie tego nie wyolbrzymiać tak w głowie, gdzieś tam, żeby potem się nie przerazić. Lecimy tam. Ja będę 12 dni przed walką. Mam nadzieję, że uda się tam bez jakichś perturbacji, bez jakiegoś zjazdu na wytrzymałości, ale też mam nadzieję, że ta walka nie potrwa 15 minut.
Ważnym elementem przygotowań jest również język angielski. Piwowarczyk regularnie uczestniczy w lekcjach, ponieważ zdaje sobie sprawę, że ewentualny kontrakt z UFC oznacza nie tylko sportowe wyzwania, ale również konieczność funkcjonowania w międzynarodowym środowisku.
Poza treningami przy okresie przygotowawczym staram się też. Mam psychologa raz w tygodniu i chodzę jeszcze na angielski raz w tygodniu, żeby nie było lipy. Wiem, że to na wszystko rezonuje. Jak będę mógł rzucić żartem, jakoś tam przedstawić swój charakter, wtedy będzie dobrze. No i jeszcze nokautować twardych gości.
Przygoda dalej trwa
22 września Piwowarczyk stanie przed szansą, która może całkowicie zmienić jego sportową karierę. Zawodnik ma za sobą doświadczenie z dużych europejskich organizacji, serię zwycięstw przed czasem i mocne przygotowania, ale teraz wszystko sprowadzi się do jednego występu w klatce Contender Series.
Sam „Damsyn” nie chce jednak przesadnie obciążać się myślami o konsekwencjach tego pojedynku. Najważniejsze jest dla niego wykonanie pracy, którą rozpoczął wiele tygodni temu.
Na razie staram się o tym nie myśleć, bo ten cel najważniejszy to jest DWCS. Wierzę mocno, że to się uda. Mamy też już przeciwnika od miesiąca, półtora miesiąca podanego, prześwietlonego, przeanalizowanego. Wydaje mi się, że też jestem bardziej takim sprawdzonym zawodnikiem w tym DWCS-ie. Już gdzieś tam sporo walk stoczyłem w dużej lidze. Mam sporo tych walk na CV, jak się to prześwietli, też z takimi konkretnymi rywalami, więc wierzę w to, że po prostu będzie dobrze.
22 września wszystko będzie już zależało od tego, co wydarzy się w klatce. Damian Piwowarczyk ma za sobą długie przygotowania i dokładnie wie, o co walczy – o przepustkę do UFC.
Zobacz także: Mateusz Gamrot ujawnił, co naprawdę stało się z jego nosem przed UFC Vegas 120
![Who’s next In The Cage [#6] – Kto następny dla Makhacheva po obronie mistrzowskiego pasa?](https://inthecage.pl/wp-content/uploads/2026/08/whos-next-1-218x150.png)
![Who’s next In The Cage [#5] – Co dalej dla Gamrota po porażce z Salkilldem?](https://inthecage.pl/wp-content/uploads/2026/08/whos-next-218x150.png)






















