Derrick Lewis nie przejmuje się trash talkiem Josha Hokita, ale przed historyczną galą UFC Freedom 250 wysłał rywalowi bardzo wyraźny sygnał. Najskuteczniejszy nokauter w historii UFC przekonuje, że nigdy wcześniej nie był tak dobrze przygotowany i zamierza udowodnić to pod Białym Domem.
Już 14 czerwca „The Black Beast” zmierzy się z niepokonanym Joshem Hokitem podczas jednej z najbardziej wyjątkowych gal w historii MMA. W rozmowie z MMA Fighting Derrick Lewis opowiedział o problemach zdrowotnych, które kosztowały go ostatnią porażkę, a także zdradził, dlaczego jest przekonany, że tym razem kibice zobaczą jego najlepszą wersję.
„Moje plecy odmówiły posłuszeństwa”
Lewis wrócił pamięcią do styczniowej porażki z Waldo Cortesem-Acostą. Jak przyznał, już dzień przed walką wiedział, że coś jest nie tak.
Moje plecy kompletnie odmówiły posłuszeństwa dzień przed walką. To zdarzało mi się już wcześniej. Jeśli spojrzycie na wiele walk, z których się wycofywałem, powodem były właśnie problemy z plecami. Tym razem nie chciałem rezygnować. Chciałem zawalczyć za wszelką cenę, ale prawda jest taka, że praktycznie nie mogłem się ruszać. Wydaje mi się, że sam sobie to zrobiłem. Zrzuciłem wagę do limitu, a później za szybko odzyskałem zbyt wiele kilogramów. W noc walki ważyłem prawie 300 funtów. To było zdecydowanie za dużo i za szybko.
Na szczęście problemy zdrowotne mają być już przeszłością.
Teraz wszystko jest w porządku. Zawsze, gdy za bardzo przybieram na wadze, moje plecy zaczynają wariować. Tym razem pilnowałem wszystkiego dużo lepiej. Jestem praktycznie na wadze walki już teraz. Czuję się naprawdę dobrze.
„To naprawdę najlepsza forma mojego życia”
Choć podobne deklaracje często pojawiają się przed walkami, Lewis przekonuje, że tym razem nie są to puste słowa.
Nie chcę brzmieć jak każdy zawodnik przed walką, ale to naprawdę najlepsza forma mojego życia. Kondycyjnie, fizycznie, pod każdym względem. Chcę dać świetny występ. Zwłaszcza na takiej gali. Nie chcę sprawić, żeby prezydent wyglądał źle. Chcę wyjść tam i pokazać wszystkim, dlaczego jestem jednym z jego ulubionych zawodników.
Lewis nie kupuje gry Hokita
Od tygodni Josh Hokit buduje zainteresowanie walką kolejnymi prowokacjami i nietypowymi występami medialnymi. Lewis przyznaje jednak, że niewiele go to obchodzi.
Szczerze? Nawet nie słyszałem większości tego, co mówił na konferencji prasowej. Naprawdę mnie to nie interesuje. Myślę, że zawodnicy robią takie rzeczy, bo nie mają za bardzo czego innego się chwycić. On mnie nie zna, ja nie znam jego. Za kilka dni i tak będziemy się bić, więc próbują znaleźć jakąś motywację albo sposób, żeby zwrócić na siebie uwagę.
Gdy prowadzący próbował wyciągnąć od niego opinię na temat osobowości Hokita, Lewis pozostał wierny swojemu stylowi.
Nie obchodzi mnie ten cały trash talk. Naprawdę. Robię to wystarczająco długo, żeby wiedzieć, że ludzie często mówią po prostu cokolwiek. Dostają mikrofon, ktoś zadaje pytanie i zaczynają gadać. To nic dla mnie nie znaczy.
„Nie sądzę, żeby wytrzymał to, co mam dla niego”
Mimo lekceważącego podejścia do medialnych przepychanek Lewis jest bardzo pewny siebie przed samym pojedynkiem.
Wszystko zależy od tego, jak go znokautuję. Wierzę, że mogę to zrobić. Naprawdę tak uważam. Nie sądzę, żeby był w stanie przyjąć to, co zamierzam mu zaoferować w tej walce. Jestem przekonany, że kiedy klatka się zamknie, wszystko będzie wyglądało zupełnie inaczej niż teraz.
Dla Lewisa niedzielna gala będzie nie tylko kolejną walką, ale także szansą na zapisanie się w historii podczas pierwszego wydarzenia UFC organizowanego pod Białym Domem.
Zobacz także: Josh Hokit szczerze o swojej kontrowersyjnej postaci: „Nie obchodzi mnie, czy ludzie mnie nienawidzą”
źródło: wywiad z MMA Fighting | foto: YouTube / MMA Fighting
























