28 sekund – tyle czasu potrzebował Iwo Baraniewski, by znokautować Austena Lane’a na UFC London. Polski zawodnik w rozmowie po walce zdradził kulisy błyskawicznego zwycięstwa.

Iwo Baraniewski nie ukrywał, że przewaga fizyczna Austena Lane’a była dla niego wyzwaniem. Kiedy obaj zawodnicy stanęli twarzą w twarz podczas ceremonii ważenia, różnica w gabarytach była wyraźnie widoczna. Polak musiał szybko dostosować swoją strategię.

Pomyślałem, że muszę być bardzo blisko niego, żeby właśnie zabrać jego największy atut, czyli właśnie ten zasięg. Od razu jak się ta walka zaczęła, to jakby dobrze czułem ten dystans.

wyjaśnił zawodnik z Warszawy.

Plan zakładał dwa scenariusze – albo złapanie i przewrócenie przeciwnika, albo skrócenie dystansu i „rozpuszczenie rąk”.

Taki plan był, że albo złapać i przewrócić, albo po prostu skrócić dystans i gdzieś rozpuścić ręce. Więc plan wykonany.

podsumował Baraniewski.

Ostatecznie to drugi wariant przyniósł spektakularny efekt. Polak opisał moment kończący walkę z chirurgiczną precyzją:

Ja już poczułem jak prawy właśnie wszedł, że już to był mocny cios, że już tam się gdzieś zachwiał. Jak lewy wszedł, to już tak naprawdę nieprzytomny. Tak mi się wydaje, że już był przyklejony do nogi w parterze nieprzytomny.

Paradoksalnie, Baraniewski w Polsce wygrywał w parterze, wykorzystując swoje korzenie w judo. Tymczasem w UFC dwukrotnie triumfował przez nokaut, spędzając w klatce łącznie nieco ponad dwie minuty w dwóch walkach.

Dzisiaj w ogóle śmiesznie było… Ja wywodzę się z judo. W Polsce wszystkie walki wygrywałem w parterze, a dostałem się do UFC i wszystko idzie przez nokauty. To mi się podoba i bardzo mnie cieszy. Mam nadzieję, że na pewno przyjdzie taka walka, która potrwa dłużej, w której będę mógł dłużej walczyć i pokazać trochę więcej moich umiejętności grapplingowych.

śmiał się zawodnik.

Polak nie wykluczył szybkiego powrotu do oktagonu. Pytany o możliwość startu w najbliższym czasie, odpowiedział dyplomatycznie:

Nie mówię nie, nie mówię tak. Na razie chwila będzie na pewno na roztrenowanie i usiądziemy z trenerami i obgadamy plan na najbliższą walkę. Kiedy byłoby najlepiej.

Jeśli chodzi o potencjalnych rywali z TOP 15, Baraniewski pozostawia decyzję organizacji.

W sumie nie zastanawiałem się nawet nad tym. Kogo UFC zaproponuje, no to najprawdopodobniej będziemy na tak, więc tak naprawdę nie wiem, wszystko jedno jest, kogo tam dadzą i gdzie będziemy musieli się bić.

stwierdził zawodnik.

Ciekawostką był fakt, że walkę sędziował Polak – Łukasz Bosacki. Baraniewski dowiedział się o tym dopiero w szatni, tuż przed wyjściem do klatki.

Dowiedziałem się, jak Łukasz przyszedł do szatni, jak mnie tejpowano, no i w sumie fajnie, że mi sędziował walkę. W przeszłości chyba gdzieś jakąś walkę też mi sędziował, więc w sumie się cieszyłem. 

przyznał „Rudy”.

Szczególnie miłe dla Polaka były słowa Michaela Bispinga, byłego mistrza UFC, wprowadzonego do Hall of Fame organizacji, który nazwał go „zwierzęciem”.

Już jak byliśmy na takim omówieniu dzień przed ważeniem, spotkaliśmy się pierwszy raz z Bispingiem, to właśnie też mówił, że wow, że podobają mu się moje walki, więc już wtedy byłem zajarany.

zdradził Baraniewski.

Pytany o ewentualny drugi bonus w karierze w UFC, odpowiedział krótko: „Fajnie by było”. Trenerzy nie mieli żadnych zastrzeżeń do jego występu – jak sam podsumował:

Nic nie przyjąłem, coś zadałem i wygrałem, więc idealnie.

Tuż po konferencji prasowej Polak otrzymał wiadomość, która uświetniła i tak już udany wieczór – UFC przyznało mu bonus za występ wieczoru w wysokości 100 tysięcy dolarów. Organizacja doceniła błyskawiczny nokaut w wykonaniu Iwo.