Wakujący pas wagi półciężkiej ma nowego pretendenta. Jiří Procházka nie zamierza kalkulować – chce odzyskać tytuł i zrobić to po swojemu. W rozmowie z Arielem Helwanim Czech mówi wprost: to nie jest walka dla ludzi, to jest walka dla niego samego.

11 kwietnia na gali UFC 327 Jiří Procházka zmierzy się z Carlosem Ulbergiem o zwakowany pas kategorii półciężkiej. Były mistrz nie ukrywa, że to moment, na który pracował od miesięcy – także wtedy, gdy nie miał jeszcze oficjalnie potwierdzonego pojedynku.

Już wybrałem drogę, jak zapolować na Ulberga. On nie lubi presji. Nie lubi być ścigany. Muszę być tym, który go dopadnie.

Procházka uważa, że kluczem będzie agresja i nieustanny napór.

Nie ma innej drogi. On jest szybki, dobry kickbokser, lubi skakać na nogach, nie lubi zapasów, nie lubi parteru. Presja, presja – to jest rozwiązanie.

„Chcę odzyskać to, co moje”

Czech podkreślił, że interesowały go tylko dwa nazwiska w kontekście walki o pas – Ulberg lub Alex Pereira.

Chciałem jednego z nich do walki o tytuł. Uważam, że inni zawodnicy na to nie zasłużyli. Zrobiłem wystarczająco dużo, żeby odzyskać to, co moje.

Zapytany, dlaczego mówi o „odzyskaniu” pasa, odpowiedział bez wahania:

Doszedłem do punktu, w którym powiedziałem sobie: nie ma już czasu na słabe walki. Nie ma czasu na ciągłe zmiany mistrzów, branie pasa i tracenie go. Wierzę, że mogę zostać mistrzem, obronić pas i pozostać mistrzem.

To nie jest dla niego „ostatnia szansa”. Każdą walkę traktuje jak mistrzowską.

Nie obchodzi mnie, czy to ostatnia okazja. Każda walka jest dla mnie walką o tytuł. W każdej daję z siebie wszystko. Teraz czas na polowanie.

Obóz w Meksyku i „małe zwycięstwo”

Procházka zdradził, że wraz z teamem poleciał do Mexico City na wysokogórski obóz, zanim jeszcze UFC oficjalnie potwierdziło termin.

Czekaliśmy tydzień po tygodniu. Pojechaliśmy do Meksyku tylko dlatego, że wierzyliśmy, że ta walka się wydarzy. To był dla mnie mały sukces. Teraz czas na ciężką pracę i sparingi.

Czech odniósł się także do dwóch porażek z Alexem Pereirą. Podkreślił, że w obu przypadkach wchodził do klatki akceptując walki z doskoku i nie w pełni zdrowy.

To były zastępstwa. Nauczyłem się z tego bardzo dużo. Teraz wiem, co robić, a czego nie robić. Dlatego chciałem pełne przygotowania i regularny obóz. Czas wziąć pas.

Tytuł przed narodzinami dziecka

Stawkę dodatkowo podnosi fakt, że partnerka Procházki ma rodzić dosłownie kilka dni po gali.

Chciałem tej walki przed narodzinami. Wiem, że po porodzie wiele rzeczy się zmieni. Chcę zostać ojcem i mistrzem w tym samym czasie. Wierzę, że możemy to zrobić.

Dla Czecha pas ma wymiar osobisty.

To nie jest dla ludzi, nie dla tłumu. To tylko dlatego, że ja tego chcę. Chcę tego z najgłębszego miejsca w sercu. Chcę pokazać sobie, że jestem mistrzem. Że jestem człowiekiem, który dotrzymuje słowa.

Jiří Procházka ma rekord 32-5-1 i za sobą zwycięstwa m.in. nad Gloverem Teixeirą, Jamahalem Hillem czy Aleksandarem Rakiciem. Teraz jednak liczy się tylko jedno nazwisko – Carlos Ulberg.

11 kwietnia w Miami zobaczymy, czy „polowanie” zakończy się zdobyczą.

Zobacz takżeMateusz Gamrot: „Oliveira mnie odrodził” – Polak zapowiada mocny występ i finish na UFC 327

źródło: The Ariel Helwani Show | foto: Harry How/Getty Images