Joe Pyfer staje przed największym wyzwaniem w karierze – walka wieczoru gali UFC Seattle i pojedynek z byłym mistrzem. Choć wielu skreśla Israela Adesanyę po ostatnich porażkach, Amerykanin tonuje nastroje i jasno stawia sprawę. To nie jest zawodnik do lekceważenia.

Starcie zapowiada się jako klasyczne zderzenie stylów – potężny, wszechstronny Pyfer kontra jeden z najlepszych strikerów w historii kategorii średniej. Sam Amerykanin nie ukrywa, że taka walka nie była w jego planach, ale nie zamierzał odrzucać okazji.

Joe Pyfer przyznał, że początkowo szykował się na zupełnie innego rywala, jednak gdy pojawiła się propozycja walki z Adesanyą – decyzja była natychmiastowa:

Nie spodziewałem się tego. Myślałem, że zawalczę z Paulo Costą, ale nie byłem przekonany do tej walki, bo często wypada z pojedynków i nie czułem, że to coś, co realnie pchnie moją karierę do przodu. Kiedy zaproponowali mi Israela Adesanyę, odpowiedź była prosta – absolutnie tak. To jeden z najlepszych zawodników na świecie i jeden z najlepszych średnich w historii.

Adesanya pod ostrzałem? Pyfer nie kupuje tej narracji

Mimo że Adesanya ma za sobą serię porażek, Pyfer stanowczo sprzeciwia się narracji o jego „końcu”. W jego ocenie kontekst jest kluczowy.

Ludzie mówią, że jest na fali porażek, ale spójrzcie z kim przegrywał. To są absolutnie najlepsi zawodnicy na świecie. On nie przegrywa z kimś znikąd. Przegrywa z gośćmi z samego szczytu. Trzeba dać mu trochę szacunku. To wciąż jeden z najlepszych na świecie.

Amerykanin podkreśla też, że szukanie „dziur” w grze Nigeryjczyka może być zgubne:

Ludzie próbują znaleźć słabości tam, gdzie ich nie ma. Na tym poziomie wystarczy ułamek sekundy błędu i walka się kończy. Ja spodziewam się jego najlepszej wersji.

Plan na walkę – presja i pełen arsenał

Pyfer jasno daje do zrozumienia, że nie zamierza ograniczać się do jednej płaszczyzny. Kluczem ma być presja i adaptacja w trakcie walki.

Będę wywierał presję, ale nie jednym ciosem. Kombinacje, odpowiednie odczyty, cierpliwość. Muszę być bliski perfekcji, żeby wygrać tę walkę.

Amerykanin widzi swoją przewagę w wszechstronności:

On jest lepszym kickboxerem, to jasne. Ale to nie jest kickboxing. Ja jestem dobrym bokserem, bardzo dobrym zapaśnikiem i mam solidne jiu-jitsu. Mam narzędzia, żeby go pokonać.

Nie wyklucza również sprowadzeń:

Jeśli będzie okazja, sprowadzę go. Wiem, że mogę go poddać. Pytanie tylko, jak dużo pracy będzie mnie kosztować, żeby go obalić i utrzymać na ziemi.

Nokaut czy poddanie? „Wolę go uśpić”

Choć Pyfer deklaruje pełen arsenał, jasno wskazuje, co daje mu największą satysfakcję:

Wolę znokautować. To uczucie, kiedy odbierasz komuś możliwość walki jednym ciosem, jest inne niż poddanie. Ale z drugiej strony zmusić dorosłego faceta do odklepania też ma swoją wartość.

Cel jest jasny – wejście do elity

Dla Pyfera to nie tylko walka wieczoru, ale też przepustka do ścisłej czołówki.

Jeśli go pokonam, będę w TOP 5. Nie ma innej opcji.

Zobacz takżeIsrael Adesanya zmienia narrację. Szczere słowa o Whittakerze i wizja przyszłości Pereiry

źródło: wywiad dla MMA Junkie | foto: MMA Mania