Israel Adesanya wraca do oktagonu w kluczowym momencie kariery, ale przed walką więcej mówi o przeszłości niż o przyszłości. „The Last Stylebender” otworzył się na temat dwóch największych rywali – Alexa Pereiry i Roberta Whittakera. I jasno pokazuje, jak bardzo zmieniła go ta droga.

Były mistrz kategorii średniej UFC nie ukrywa, że jego podejście do dawnych rywalizacji ewoluowało. Dziś zamiast napięcia i konfliktu – pojawia się zrozumienie i respekt. Szczególnie w przypadku Whittakera, z którym jeszcze niedawno trudno było mówić o jakiejkolwiek relacji.

Relacja z Whittakerem – od napięcia do szacunku

Israel Adesanya przyznał, że z perspektywy czasu zupełnie inaczej patrzy na swoją relację z Australijczykiem. Dziś nie ma już miejsca na sztucznie podkręcany konflikt.

To głupie. Nie musimy być przyjaciółmi. On mnie nie lubił, ja jego też nie, więc nie rozumiem, czemu ludzie oczekiwali, że nagle będziemy się przyjaźnić. Z czasem jednak obaj dorośliśmy. Powiedziałem rzeczy, których dziś bym nie powtórzył. Nawet go za to przeprosiłem. Dziś mogę powiedzieć jasno – to świetny człowiek. Mieliśmy okazję razem trenować i naprawdę go szanuję. Jest zabawny, ma świetne poczucie humoru i dobrze się z nim pracuje.

Nigeryjczyk podkreśla, że takie przemiany są naturalne w sporcie na najwyższym poziomie.

To ważne, żeby ludzie rozumieli – rywalizacja jest prawdziwa, emocje są prawdziwe. Ale po wszystkim można się spotkać, pogadać i mieć wzajemny szacunek. Jesteśmy na tej samej drodze, tylko idziemy nią w innych kierunkach. „Real recognize real”.

Pereira – rywal, który zmienił jego karierę

Jeszcze większy wpływ na karierę Adesanyi miał jednak Alex Pereira. Ich rywalizacja to jedna z najbardziej intensywnych w ostatnich latach, a sam Adesanya nie ma wątpliwości, jak bardzo go ukształtowała.

Patrzę na to tak – ta rywalizacja mnie zbudowała. Dała mi momenty, które zmusiły mnie do rozwoju. Nie chodzi tylko o walkę, ale o wszystko dookoła. To doświadczenia, które sprawiły, że stałem się lepszym zawodnikiem i lepszym człowiekiem.

Adesanya jasno zaznacza też, że dziś nie żyje już wyłącznie wynikami.

Ludzie pamiętają momenty. Nie ostatnie walki, tylko te chwile, które zostają w głowie. Ja takich momentów mam sporo i chcę tworzyć kolejne. Wygrana czy przegrana nie jest najważniejsza – najważniejsze jest to, żeby wyjść i dać występ.

Były mistrz wierzy również, że Pereira może dalej pisać historię – nawet w wyższych kategoriach wagowych.

On ma wszystko, żeby osiągnąć jeszcze więcej. Może zostać mistrzem w kolejnej dywizji. To byłoby coś wielkiego.

Nowy Adesanya przed powrotem

Choć przed nim trudne starcie z Joe Pyferem, Adesanya pokazuje zupełnie inne nastawienie niż wcześniej. Mniej emocji, więcej świadomości i chłodnej kalkulacji. Dla jednych to oznaka spokoju. Dla innych – ostatnia próba powrotu na szczyt. Jedno jest pewne – to już nie jest ten sam zawodnik, który kilka lat temu wchodził do oktagonu z ogniem w oczach.

Zobacz takżeAlex Pereira o rywalizacji z Adesanyą: „Ta porażka zmusiła mnie do rozwoju”

źródło: The Mac Life (wywiad)