Josh Hokit znów jest na językach fanów MMA. Po głośnym zwycięstwie nad Derrickiem Lewisem na UFC Freedom 250 i wcześniejszej wygranej wojnie z Curtisem Blaydesem, niepokonany ciężki nie zamierza spuszczać z tonu. W rozmowie z Arielem Helwanim zdradził, że kolejna walka może nadejść szybciej, niż wielu się spodziewa.

W ostatnich miesiącach Josh Hokit stał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci w UFC. Nie tylko ze względu na wyniki sportowe, ale również przez kontrowersyjne wypowiedzi i zachowanie poza klatką. Sam zawodnik twierdzi jednak, że wszystko jest częścią gry, a jego celem pozostaje mistrzowski pas kategorii ciężkiej.

Josh Hokit: „Derrick Lewis był łatwiejszym rywalem niż Curtis Blaydes”

Po wygranej z Blaydesem UFC zaproponowało Hokitowi występ na historycznej gali UFC Freedom 250. Jak przyznał, zaakceptował ofertę jeszcze zanim poznał nazwisko przeciwnika.

Wrócili do mnie do strefy badań po walce. Mick zapytał, czy chcę wystąpić na gali przy Białym Domu. Powiedziałem: jasne. Twarz mnie bolała, ręka mnie bolała, ale nie zamierzałem przepuścić takiej okazji. Nawet nie wiedziałem, z kim mam walczyć. Usłyszałem tylko „Biały Dom” i od razu się zgodziłem. Potrzebowałem takiej platformy, żeby jeszcze bardziej wybić swoje nazwisko.

Gdy później dowiedział się, że jego rywalem będzie Derrick Lewis, nie ukrywał pewności siebie.

Kiedy usłyszałem nazwisko Lewisa, pomyślałem sobie, że to będzie dużo łatwiejsza walka niż ta, którą właśnie stoczyłem z Curtisem Blaydesem. Wiedziałem, że sportowo schodzę poziom niżej, ale sama platforma była znacznie większa. Dlatego musiałem to wziąć.

Kontuzja? „Jeśli ręka boli, użyję łokcia”

Hokit ujawnił również, że do pojedynku z Lewisem nie przystępował w pełni zdrowy. Nadal odczuwał skutki poprzedniej walki, ale nie zamierzał robić z tego problemu.

Prawa ręka nie była w stu procentach sprawna. Ale kiedy zamykają się drzwi klatki i zaczyna działać adrenalina, przestaje to mieć znaczenie. Większość zawodników nie jest w pełni zdrowa przed walką. Jeśli boli mnie prawa ręka, to uderzę lewą. Jeśli nie mogę używać ręki, użyję łokcia. Tam, gdzie chcę dojść, takie rzeczy nie mają znaczenia.

Dlaczego nie skończył Lewisa balachą?

Jednym z najbardziej komentowanych momentów walki był moment, w którym Hokit miał Lewisa w balasze, ale nie doprowadził do poddania.

Amerykanin twierdzi, że zrobił to celowo.

Wejście do balachy było świetne. Chciałem zobaczyć, czy spanikuje i odklepie. Ale szczerze? Nie chciałem kończyć tej walki w ten sposób. Już mam zwycięstwo przez balachę w rekordzie. Nie lubię kończyć walk dwa razy w ten sam sposób. Walka przy Białym Domu przeciwko największemu nokauterowi w historii UFC zasługiwała na nokaut. Chciałem znokautować nokautera. Tak, mówię wprost – nie zależało mi wtedy na poddaniu. Chciałem nokautu. Taki finisz był dla mnie znacznie bardziej wyjątkowy niż kolejna balacha.

„Mogę walczyć o pas jeszcze w 2026 roku”

Najciekawszy fragment rozmowy dotyczył jednak przyszłości. Hokit zasugerował, że jest bardzo blisko pojedynku mistrzowskiego.

Jeśli nie dostanę walki o pas, to chętnie zawalczę z Alexem Pereirą. Ale moim celem jest tytuł. Czuję, że jestem naprawdę blisko. Istnieje bardzo duża szansa, że jeszcze w 2026 roku zawalczę o mistrzostwo. Mogę wrócić szybciej, niż wielu ludziom się wydaje. Być może stoczę jeszcze dwie walki przed końcem roku. Są pewne informacje na horyzoncie, ale nie chcę mówić za dużo, bo w grę wchodzą pieniądze i konkretne negocjacje.

Hokit: „Zarobiłem siedem cyfr w siedem miesięcy”

Według Amerykanina kontrowersje nie zaszkodziły jego karierze finansowo. Wręcz przeciwnie.

Jeśli już, to zarobiłem więcej pieniędzy. Powiem tak – siedem cyfr w siedem miesięcy. Do końca roku może to być nawet trzy albo cztery miliony dolarów. Ludzie mogą się złościć, mogą mnie krytykować, ale dopóki oglądają moje walki, wszystko działa dokładnie tak, jak powinno.

Na zakończenie Hokit po raz kolejny podkreślił, że nie zamierza zmieniać swojego podejścia.

Na końcu dnia naprawdę mnie to nie obchodzi. Mogę dźwigać na swoich barkach cały ciężar świata. Jeśli wszyscy będą przeciwko mnie, nie ma problemu. Ważne, żeby oglądali. A jeśli ktoś ma z tym problem, zawsze może spróbować pokonać mnie w walce.

Zobacz takżeAlex Pereira myśli o zakończeniu kariery! „Chyba zrobiłem już swoje”

źródło: The Ariel Helwani Show