To nie jest zwykła walka o pas. To pojedynek, który ma rozstrzygnąć, kto naprawdę rządzi kobiecym MMA. Kayla Harrison nie owija w bawełnę – zapowiada, że po UFC 324 Amanda Nunes znów zniknie z klatki. Na dobre.

24 stycznia w Las Vegas na gali UFC 324 Kayla Harrison stanie do pierwszej obrony pasa wagi koguciej przeciwko byłej koleżance z American Top Team – Amandzie Nunes. Dla wielu to największe kobiece starcie w historii organizacji. Dla Harrison – to moment, który ma zakończyć pewną erę.

Dwukrotna mistrzyni olimpijska trafiła do UFC w 2024 roku, już po tym jak Nunes ogłosiła zakończenie kariery jako podwójna mistrzyni. Harrison przejęła pas, który należał wcześniej do „Lwicy”, a teraz ściągnęła ją z emerytury na bezpośrednią konfrontację.

I nie zamierza zostawić złudzeń.

Nie sądzę, żeby wróciła po tym, co zrobię jej 24 stycznia.

– powiedziała Harrison w rozmowie z MMA Junkie.

Chętnie przyjęłabym rewanż, ale ja odeślę ją z powrotem na emeryturę. Nie ma tu złej krwi. Wiem, że ATT bardzo chce tej walki – wyjdę tam i zrobię to, co trzeba.

Harrison nie ukrywa, że szanuje dorobek Nunes, ale równie jasno stawia sprawę: dziś to ona widzi siebie na tronie.

Uważam, że Amanda była najlepszą zawodniczką na świecie. A ja wierzę, że teraz najlepsza jestem ja. Jeśli chcesz być numerem jeden, musisz pokonać tego, kogo świat uważa za numer jeden.

Droga do klatki nie jest dla niej łatwa. Zbijanie do 61 kg to dla Harrison ekstremalne poświęcenie, o którym mówiła już wielokrotnie. Tym razem jednak stawka jest najwyższa – sportowo i symbolicznie.

24 stycznia w Las Vegas rozstrzygnie się, czy UFC wchodzi w nową erę. A jeśli wierzyć słowom mistrzyni – era „Lwicy” może zakończyć się dokładnie tam, gdzie zaczęła się jej legenda.

Zobacz takżeKayla Harrison reaguje na ruch Amandy Nunes: „To nie ma większego sensu”

źródło: MMA Junkie | foto: Getty Images