Formalności przed UFC 329 zostały dopełnione. Conor McGregor i Max Holloway stanęli naprzeciwko siebie po raz ostatni przed sobotnim rewanżem – i choć tym razem obyło się bez przepychanek, wymiana spojrzeń mówiła więcej niż słowa.

Ceremonia ważenia w T-Mobile Arena w Las Vegas zgromadziła tłumy kibiców. Conor McGregor (22-6) i Max Holloway (27-9) podeszli do siebie spokojnie, niemal nos w nos, jednak żaden z nich nie drgnął ani o centymetr. Intensywność tego face-offu nie pozostawiała wątpliwości – obaj zawodnicy są gotowi na wojnę.

Jako pierwszy do mikrofonu podszedł Holloway, który nie owijał w bawełnę.

Jestem zbyt zaciekły, zbyt nieustępliwy. Jeśli on jest pociskiem, to ja jestem pie***loną bombą atomową. Do zobaczenia jutro wieczorem!

wypalił „Blessed”.

Hawajczyk wraca do klatki po bolesnej porażce z Charlesem Oliveirą w marcu tego roku na UFC 326, w której stracił pas BMF. 

McGregor odpowiedział z właściwą sobie klasą showmana.

Dobrze znów tu być. Dziękuję wam wszystkim. Naprawdę świetnie jest wrócić. Mam nadzieję, że jesteście gotowi na kapitalne widowisko jutro wieczorem!

powiedział Irlandczyk, wyraźnie czerpiąc energię z owacji zgromadzonej publiczności.

Dla „Notorious” sobotni wieczór będzie przełomowy – po raz pierwszy od lipca 2021 roku, kiedy przegrał przez przerwanie lekarza po pierwszej rundzie z Poirierem na UFC 264 i złamał nogę, wróci do oktagonu. 

Rewanż, na który fani czekali 13 lat, odbędzie się w kategorii półśredniej. To starcie dwóch byłych mistrzów wagi piórkowej, którzy od czasów pierwszego pojedynku przeszli zupełnie różne drogi – i właśnie to czyni tę walkę wyjątkowo intrygującą. Emocji dostarczy również co-main event, w którym zmierzą się Benoit Saint-Denis i Paddy Pimblett, witany przez publiczność owacją godną gwiazdy.