Dominacja, która trwa latami, potrafi uśpić czujność. Phil De Fries nie zamierza jednak popełnić tego błędu. Mistrz KSW przed walką z Marcinem Wójcikiem jasno daje do zrozumienia – nie ma miejsca na lekceważenie, nawet jeśli wszyscy widzą w nim murowanego faworyta.

Brytyjczyk po raz kolejny przylatuje do Polski jako zawodnik, którego trzeba zdetronizować. Dla wielu to rutyna, dla niego – wciąż ta sama misja.

Mam ogromne pokłady motywacji. Najważniejsza jest moja rodzina. Chcę zapewnić dzieciom i bliskim dobry byt. Jeśli ktoś ma rodzinę, to doskonale rozumie, że motywacja się nie kończy.

Lekcja z ostatniej walki

Ostatni występ mistrza nie był spacerem. De Fries przyznaje wprost, że musiał przejść przez trudne momenty.

To była ciężka walka. Dwa razy lądowałem na macie i to zabrało mi dużo energii. Myślę, że mogłem też zrzucić za dużo wagi.

Mimo to jego pewność siebie pozostała nienaruszona.

Zmieniłem trochę dietę, jestem delikatnie lżejszy i czuję się bardzo dobrze. Zawsze jestem pewny siebie i wierzę w swoje umiejętności.

Szacunek dla Wójcika, ale bez złudzeń

Mistrz nie ukrywa, że docenił ostatni występ pretendenta w wadze ciężkiej.

Oglądałem jego walkę i szczerze mówiąc, pomyliłem się. Myślałem, że przeciwnik będzie dla niego za duży i za dobry. Marcin zrobił świetną robotę, gratuluję mu tego.

Jednocześnie jasno zaznacza, że starcie z nim to zupełnie inny poziom.

Ja jestem zupełnie innym zawodnikiem. Marcin się o tym przekona.

„Nie chcę być niczym zaskoczony”

De Fries nie szuka wymówek ani nie zostawia miejsca na przypadek.

Mam nadzieję, że niczym mnie nie zaskoczy. Zawsze przychodzę bardzo dobrze przygotowany.

Jednocześnie zapowiada, że kibice mogą spodziewać się czegoś od niego.

Jeśli chodzi o niespodzianki, to zwróćcie uwagę, z której strony one przyjdą.

Plany po walce? Nawet nowy pas

Choć najpierw musi obronić tytuł, mistrz już rzuca pomysły na przyszłość.

Może to być rewanż, może ktoś inny. A może stworzymy nową kategorię open weight i zawalczymy o kolejny pas. To byłoby coś świeżego.

Klucz do dominacji

Najważniejszy przekaz De Friesa jest jednak prosty i bezpośredni – jego seria zwycięstw nie jest przypadkiem.

Każda przegrana zaczyna się od lekceważenia przeciwnika. Ja każdego traktuję jak największego killera. Na przygotowaniach niszczę swoje ciało. To jest mordęga. Dlatego nie przestanę przygotowywać się jak do absolutnych mistrzów.

Nostalgia i druga strona mistrza

Poza klatką De Fries pokazuje też bardziej prywatne oblicze.

Jestem bardzo sentymentalną osobą. Lubię wracać do przeszłości, do starych gier i programów. To moja ucieczka.

W sobotę na Torwarze nie będzie jednak miejsca na sentymenty. Tam liczy się tylko jedno – kolejna obrona pasa i podtrzymanie jednej z najbardziej dominujących serii w historii KSW.

Zobacz takżeMarcin Wójcik przed największym wyzwaniem w karierze: „W moich oczach to ja jestem faworytem”