Podróże po galach #2 – bitka na wyniszczenie, powrót Lorda, rozczarowujący Meksyk, unifikacja pasów mistrzowskich na ogromnym obiekcie

Grafika: Marek Romanowski/inthecage.pl

Po zakończonym w zeszły weekend, mistrzowskim maratonie – organizacja UFC nie zwalnia tempa! W ciągu najbliższych 4 tygodni odbędą się kolejne gale, które z pewnością dostarczą fanom niesamowitych emocji. Przyjrzyjmy im się dokładnie.

Dwóch z czterech mistrzów skutecznie obroniło swoje pasy mistrzowskie. „And new!” usłyszał powracający na tron królewskiej dywizji wagowej – Stipe Miocic, który znokautował Daniela Cormiera w czwartej rundzie starcia oraz Chinka – Weili Zhang, która rozbiła Jessicę Andrade w zaledwie 42 sekundy.

Swoje pasy obronili: Valentina Shevchenko, która po usypiającej walce wypunktowała w rewanżowym pojedynku Liz Carmouche oraz największy dominator w dziejach dywizji lekkiej – Khabib Nurmagomedov, który udusił w trzeciej rundzie boju ówczesnego tymczasowego czempiona – Dustina Poiriera. W ten właśnie sposób, opisywany wcześniej Mistrzowski maraton dobiegł końca, a przed nami kolejne niesamowite gale wyszykowane przez UFC.

Co zatem ujrzymy na galach największej organizacji MMA na świecie, w najbliższej przyszłości?

UFC on ESPN+ 16: Cowboy vs. Gaethje (15 września)

Czyli co… skończył się Mistrzowski maraton i już nie ma co oglądać? Nic bardziej mylnego! Już w tę noc, z soboty na niedzielę zaczynamy „z grubej rury”! Kogo nie elektryzują chociażby nazwiska obu zawodników, którzy wystąpią w main evencie kanadyjskiej gali, niech pierwszy rzuci kamieniem. Do głównego dania przejdziemy natomiast nieco później, a teraz przyjrzyjmy się wcześniejszym walkom na tej karcie.

Przede wszystkim – warto zarwać nockę, aby wspierać naszego rodaka. Do akcji po przegranej z Shamilem Abdurakhimovem powróci bowiem Marcin Tybura, który podejmie Augusto Sakai’a. Być może jest to dla Marcina walka o „być albo nie być” w UFC, dlatego tym bardziej warto trzymać kciuki, aby Polak odbił się po niezadowalającej ostatnio passie.

W oktagonie ujrzymy także Włocha – Marvina Vettoriego, który słynie z bardzo efektownego stylu walki. Jest także piekielnie skuteczny w tym, co prezentuje w oktagonie. Na potwierdzenie tych słów można przypomnieć fakt, że był on najbliższy zadania pierwszej zawodowej porażki aktualnemu tymczasowemu mistrzowi – Israelowi Adesanyi, z którym kontrowersyjnie przegrał przez niejednogłośną decyzję sędziów. Włoch w sobotę zmierzy się z Andrew Sanchezem. Emocji w tej walce nie zabraknie!

Do klatki powraca także szaleniec i niesamowity „krejzol” – Michel Pereira, którego szaleństwo oktagonowe przewyższa Johnny’ego Walkera o kilka poziomów. Kto nie kojarzy jeszcze tego zawodnika, niech czym prędzej odpala YouTube’a i nadrabia karygodne zaległości! Tego pojedynku po prostu nie można przegapić. Zwariowany fighter podejmie rękawice z Tristanem Connellym.

I wreszcie! Do akcji powraca posiadający kamienne pięści – Todd Duffee! Tak, dokładnie ten, który znokautował aktualnego mistrza KSW w wadze ciężkiej, Phila de Friesa. W tej walce możecie postawić całą kasę, że będzie nokaut. W jedną, bądź w drugą stronę. Na 12 walk (9 wygranych i 3 przegrane) Duffeego – wszystkie kończyły się przez ciężkie nokauty. Todd nie walczył przez ponad 4 lata, ale czy moc w pięściach mu zmalała? Mało prawdopodobne. Jeden z najmocniej bijących zawodników na świecie stawi czoła Jeffowi Hughesowi. Koniecznie trzeba to obejrzeć.

W co-main evencie kanadyjskiej gali zmierzą się Glover Teixeira oraz były rywal Jana Błachowicza – Nikita Krylov, którego Polak poddał w drugiej rundzie, duszeniem trójkątnym rękoma. Aby bardziej zachęcić do obejrzenia tego starcia, także warto wspomnieć, że Ukrainiec na stoczonych 31 walk – ani razu nie usłyszał w klatce decyzji sędziowskiej. 15 razy poddawał przeciwników, 10 razy nokautował – sam raz będąc znokautowanym i pięciokrotnie poddanym. Krylov wejdzie do klatki z doświadczonym Brazylijczykiem – Gloverem Teixeirą, który także słynie z częstego kończenia swoich rywali. Decyzja nie ma prawa bytu w tym starciu.

I wreszcie, przechodzimy do wisienki na torcie kanadyjskiej, wspaniale zapowiadającej się gali. Nad ranem (polskiego czasu) do oktagonu wejdą obaj zawodnicy, którzy już w pierwszych sekundach będą starali się urwać sobie głowy, albo złamać nogi. Donald Kowboj Cerrone nie powinien wymagać żadnego przedstawienia. Jest to absolutna legenda UFC, posiadacz rekordów w największej liczbie wygranych walk dla największej organizacji MMA na świecie, ale także w największej liczbie skończeń rywali. Każdy, kto widział chociaż jedną walkę Kowboja wie, że nudy nie będzie. A rywal… cóż. Panie i Panowie, Justin Gaethje! Który na 20 zwycięstw, aż 17 odnosił przez nokauty. Tylko dwukrotnie doszedł do decyzji sędziowskich. W dodatku, walka zakontraktowana jest na 5 rund. Ciężko wskazać tutaj faworyta, natomiast – sędziowie punktowi na tej gali raczej się nie narobią, a zarobią. W tej walce od pierwszych sekund będzie niesamowite tempo i bezpardonowa bitka. Czy najmocniej bijący zawodnik kategorii lekkiej – Gaethje, przełamie odrodzonego Kowboja w wersji 2.0? Czy może Donald dorzuci do rekordu kolejne skończenie i zwycięstwo dla UFC? Odpowiedź na te pytania uzyskamy już niedzielnym rankiem!

UFC on ESPN+ 17: Rodriguez vs. Stephens (22 września)

UFC on ESPN+ 18: Hermansson vs. Cannonier (28 września)

W drugiej walce do oktagonu wejdzie Peter Sobotta, który zadebiutuje w nowej kategorii wagowej – średniej i powalczy o dalsze życie w organizacji UFC, gdyż będzie to jego ostatnia walka na obecnym kontrakcie. Jeśli przegra, zapewne zostanie zwolniony. Po wygranej – czekają go kolejne wyzwania w największej organizacji MMA na świecie. Sobotta podejmie rękawice z Alessio Di Chirico, którego Polacy mogą kojarzyć przede wszystkim z występu na gali FEN 9, gdzie pokonał decyzją Andrzeja Grzebyka, czy PLMMA 47 – tam rozbił w pył Adama Kowalskiego, który aktualnie także walczy dla FENu.
Następnie – mega emocje i wspaniała walka! Do klatki powróci bowiem Lord – czyli Michał Oleksiejczuk. Zawodnik, który ma papiery, by namieszać w czubie kategorii półciężkiej UFC. Bez wątpienia. UFC przygotowało mu porozbijanego i nienotującego już wcale sukcesów – Ovince’a St. Preuxa. Na papierze będzie to banalna walka dla Polaka, ale kto nie chce zobaczyć jego kolejnego efektownego zwycięstwa? Nazwisko rywala już raczej nikogo nie grzeje, natomiast nadal jest dość popularny, co pozwoli Lordowi na zyskanie większej popularności. Koniecznie trzeba to obejrzeć!
Do oktagonu w Danii wejdzie także Khalil Rountree 2.0, który dał ostatnio jeden z najlepszych występów w historii dywizji półciężkiej w UFC (a może najlepszy?) fundując Erykowi Andersowi 4 nokdauny w ciągu jednej rundy. Widowiskowo walczący Rountree zmierzy się z Ionem Cutelabą, który na 14 wygranych walk aż 11 razy nokautował swoich przeciwników – sam natomiast nigdy przez KO nie przegrał. Przynajmniej do tej pory… Fajerwerków w tej walce na pewno nie zabraknie.
Main event, jak już zostało wyżej wspomniane nieco rozczarowuje. Głównie ze względu na osobę Jareda Cannoniera, którego zapewne fani kojarzą z przegranej walki z Janem Błachowiczem w 2017 roku. Zawodnik ten krąży po kategoriach – zaczynając od ciężkiej, następnie zbijając do półciężkiej, finalnie lądując w średniej. Co ciekawe, nie wyklucza w przyszłości zejścia do dywizji półśredniej. Ostatnie dwa starcia Cannoniera to wygrana z beznadziejnie prezentującym się od lat Davidem Branchem po ogromnych problemach w pierwszej rundzie – znokautował rywala na początku drugiej oraz wygrana przez kontuzję nogi z Andersonem Silvą. Jak to starcie by wyglądało, gdyby Pająk się nie sypał? Tego się już niestety nie dowiemy. Fakty jednak są takie, że Cannonier w dywizji średniej ma bilans 2-0 (2 KO). Natomiast nie jest to typ gościa, na którego walki czekają tłumy. Ot, jeden z wielu, choć kto wie, gdzie jest jego sufit. Prawdopodobnie jest dokładnie tam, gdzie jego rywal, czyli Jack Hermansson. Szwed także wygrał z kiepskim Branchem dusząc go w… 49 sekund. Następnie po niecałym miesiącu wziął walkę w zastępstwie i wskoczył na pięciorundowe starcie do Ronaldo Jacare Souzy, którego zdeklasował w jego własnej płaszczyźnie! Coś niebywałego. Jako ciekawostkę dla polskich fanów – warto tutaj także przytoczyć kilka polskich wątków. Otóż, Hermansson przed debiutem w UFC zwyciężał z Ireneuszem Cholewą i Maciejem Różańskim. Na swoim koncie ma także wygraną z aktualnym mistrzem organizacji KSW – Scottem Askhamem. Pytanie – czy Hermansson zapnie gilotynę i Cannonier odklepie? Czy może Jared znokautuje Jacka? A może publiczność zostanie zanudzona przeleżaną, 25-minutową walką? Przekonamy się już pod koniec września!

UFC 243: Whittaker vs. Adesanya (6 października)

Zacznijmy od dołu. W ramach ciekawostki – broń Boże nie jest to walka na którą warto czekać! Do oktagonu jako pierwszy wejdzie były rywal Marcina Helda – Callan Potter, którego Held poddał w… 69 sekund. A w UFC powalczył sobie do tej pory 53 sekundy, bo w dokładnie tyle został znokautowany w debiucie. Żenada! Oto właśnie piękne potwierdzenie, że UFC staje się coraz mniej elitarne. Przykre.
Do akcji po nokaucie ze stopy Amandy Nunes powróci Holly Holm, która pewnie po wygraniu tego pojedynku ma zapisane w kontrakcie kolejne 3 walki o pas z rzędu. Wygrać natomiast łatwo nie będzie, bo jej rywalka to Raquel Pennington. Powód umieszczania Holm na tej karcie jest jak najbardziej zrozumiały. Dokładnie w Australii, również na ogromnym obiekcie – zszokowała cały świat (poza Michałem Malinowskim) – nokautując Rondę Rousey w drugiej rundzie, zadając jej pierwszą porażkę w karierze i odbierając pas mistrzowski. Jakiś sentyment zatem jest i na pewno Holm wspomina tę chwilę z błyskiem w oku. Poza tym jest to jedna z niewielu zawodniczek, która nie zanudza i posiada naprawdę spore umiejętności. Warto obserwować, gdyż ta walka może nie potrwać 15 minut.
Do klatki wróci nie tak dawno promowany na olbrzymią (nie tylko wagowo) gwiazdę – Tai Tuivasa, którego blask już praktycznie nie istnieje po dwóch porażkach z rzędu. Podejmie… Sergeya Spivaka, który start w UFC zapewnił sobie pokonując Ivo Cuka (tak, dokładnie tego, którego Szymon Kołecki znokautował w 45 sekund) oraz uduszeniem Travisa Fultona (257-54-10) i tak, ten rekord to żadna literówka. Okropny Spivak miał już okazję zadebiutować w oktagonie, zapowiedziany jako niepokonany zawodnik MMA z rekordem 9-0. Czysty rekord w UFC utrzymał jednak raptem przez 50 sekund, bo dokładnie tyle zajęło Waltowi Harrisowi znokautowanie go. Jedynym plusem tego zestawienia jest to, że możemy tu oczekiwać szybkiego nokautu. Oczywiście zamysł organizacji jest wiadomy – trzeba odbudować Tuivasę. Pojedynek jednak powinien być efektowny i szybki, zobaczymy.
Co-main eventem gali będzie starcie Ala IaquintyDanielem Hookerem, czyli obu zawodników, którzy specjalizują się przede wszystkim w płaszczyźnie pięściarskiej i często nokautują swoich przeciwników. Obaj słyną z widowiskowego stylu walki i skończeń. Petardy wybuchną w oktagonie przed głównym daniem gali w Melbourne. Zdecydowanie nie można przegapić tej walki.
I wreszcie – walka, na którą czeka cały świat. Zdecydowanie największy pojedynek w tej kategorii wagowej w historii UFC. Dwóch niesamowitych zawodników – ciężko wskazać faworyta tego boju. Znakomity kickboxing to atut obu rywali – zarówno mistrz, Robert Whittaker jak i tymczasowy czempion, Israel Adesanya – górują w tej płaszczyźnie z niemałymi sukcesami. Gdzie jest sufit The Last Stylebendera? Zwykle ciężko to określić, gdy mamy do czynienia z niepokonanym zawodnikiem. Czy Robert Whittaker po bardzo długiej przerwie i masie kontuzji będzie w stanie mu się przeciwstawić i obronić, po raz pierwszy – pas mistrzowski dywizji średniej? Nudy na pewno w tej walce nie będzie, gdyż obaj słyną z widowiskowego stylu walki. Stawka wysoka, publiczność ogromna, pytanie tylko czy cała otoczka nie zablokuje któregoś z nich? Kto opuści klatkę z pasem mistrzowskim? Odpowiedź już na początku października.
I… to by było na tyle. Ale spokojnie, już niebawem kolejny cykl podróży po galach, gdzie przyjrzymy się galom: FN: Jędrzejczyk vs. Waterson, FN: Reyes vs. Weidman, FN: Askren vs. Maia i UFC 244: Masvidal vs. Diaz.