Czy można przegrać walkę, którą już się wygrało? Jiří Procházka przekonał się, że tak – wystarczy moment wahania wobec kontuzjowanego przeciwnika. Czeski wojownik wciąż nie może pogodzić się z tym, co wydarzyło się w Miami.

Były mistrz UFC rozpoczął UFC 327 zgodnie z planem. Szybko zauważył, że Carlos Ulberg ma poważną kontuzję kolana – Nowozelandczyk ledwo utrzymywał równowagę, niezdolny do przeniesienia ciężaru ciała na uszkodzoną nogę. Procházka zareagował… atakami na drugą kończynę rywala, konsekwentnie zapraszając go do wymiany ciosów w stójce. Zamiast wykorzystać oczywistą przewagę fizyczną i dobić przeciwnika operującego faktycznie na jednej nodze, Czech pozwolił mu pozostać w walce.

Ta decyzja okazała się tragiczna w skutkach. Ulberg, przyparty do siatki, wyprowadził niszczycielski kontrujący lewy hak, który zdemolował Procházkę i wysłał go na deski. Kilka dodatkowych uderzeń było już formalnością – walkę zakończono, a wakujący pas półciężki trafił w ręce Nowozelandczyka. Procházka nie krył rozgoryczenia.

Ku**a, to się stało. Poczułem coś jak litość, w tej walce było mi go tak żal. To jedna z największych lekcji w moim życiu. Ta walka była wygrana. Miałem ją. Była w moich rękach, a ja po prostu odpuściłem, bo widziałem jego kontuzję…

wyznał bezpośrednio po pojedynku.

Tak, to prawda, okazałem litość. Wrócę. Życie polega na tym, żeby się uczyć i być lepszym. Przepraszam za dzisiejszy wieczór..

Analiza przebiegu starcia potwierdza słowa Czecha. Procházka wyraźnie rozpoznał, że Ulberg jest kontuzjowany, jednak nigdy nie zaatakował bezpośrednio uszkodzonej nogi ani nie zdecydował się na poddanie, które przy jednej sprawnej kończynie byłby dla rywala niemal niemożliwe do obrony. To wahanie kosztowało go wszystko – Ulberg wykorzystał moment nieuwagi, wyprowadzając swój koronny lewy sierpowy, który przyniósł mu knockdown, a następnie pełne zwycięstwo.

Po zakończeniu gali Czech trafił do lokalnego szpitala w Miami, by sprawdzić stan szczęki. Stamtąd opublikował dodatkowe oświadczenie, w którym ponownie przeprosił za występ i zaapelował o rewanż. „Właśnie sprawdzam szczękę w szpitalu. Ogromne przeprosiny za mój dzisiejszy występ. Wciąż nie mogę tego zrozumieć. Moja głupia litość w walce kosztowała mnie ten pojedynek” – napisał na Instagramie. „Chciałbym stoczyć rewanż. Bo to była moja walka. To była moja walka, a ja po prostu dałem mu tę szansę, żeby mnie złapał. Ogromne przeprosiny dla wszystkich, którzy mnie wspierają.”

Porażka pogorszyła bilans Procházki w walkach o tytuł UFC do 1-3, po dwóch wcześniejszych niepowodzeniach przeciwko byłemu królowi kategorii Alexowi Pereirze. Dla Ulberga natomiast rozpoczyna się nowa era – choć po walce przyznał, że prawdopodobnie zerwał więzadło krzyżowe przednie, co oznacza operację i długą przerwę, teraz może celebrować jedno z najbardziej nieprawdopodobnych nokautów w historii, które przyniosło mu pas mistrzowski UFC.

źródło: wywiad po walce, Instagram/Jiri Prochazka