Szymon Kołecki nie ukrywa, że rewanż z Marcinem Łazarzem jest walką, która od czasu pierwszego pojedynku z „Bane” chodziła mu po głowie. Olimpijski mistrz już wcześniej przegrywał z Michałem Bobrowskim, jednak po raz pierwszy poległ przez nokaut właśnie z rąk Łazarza. W rozmowie w programie „Klatka po klatce” z Arturem Mazurem przyznaje wprost: „ten mnie pokonał”, ale na gali Babilon MMA 55 zamierza odwrócić losy i odzyskać pas wagi półciężkiej.

Walka, która od dawna chodziła mu po głowie, wreszcie stanie się faktem. Już w kolejny piątek (21.11) na gali Babilon MMA 55 w Radomiu, Szymon Kołecki zmierzy się po raz drugi z Marcinem Łazarzem – zawodnikiem, który jako pierwszy zadał mu porażkę przed czasem w karierze. Tym razem stawką będzie pas wagi półciężkiej, a olimpijski mistrz z Pekinu nie ukrywa, że ten rewanż ma dla niego szczególne znaczenie.

Nie ma tutaj co pisać bajek, bo z tamtymi dwoma wygrałem, ten mnie pokonał. Mam nadzieję, że teraz jednak Marcin wróci do grona moich poprzednich przeciwników.

– powiedział Szymon Kołecki w programie Klatka po klatce prowadzonym przez Artura Mazura.

Olimpijczyk przyznał, że pierwsze starcie z Łazarzem było dla niego bolesną lekcją – nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim sportowo. Jak sam przyznał, w tamtej walce popełnił zbyt wiele błędów.

Sam finał walki pokazał, że to nie był moment na to, żeby próbować kończyć Marcina. Trzeba było dalej walczyć, a ja postawiłem wszystko na jedną kartę. Akcja nie wyszła, Marcin skontrował i było po walce. Zdecydowanie zbyt pochopnie, zbyt emocjonalnie.

– stwierdził.

Kołecki nie ukrywa, że wielokrotnie wracał do analizy tamtego pojedynku.

Obejrzałem tę walkę chyba ze dwadzieścia razy. Spowalniałem, przewijałem, analizowałem każdą akcję. I pewnie jeszcze obejrzę, bo zawsze coś można wychwycić.

Przygotowania do rewanżu były dla niego o wiele bardziej wymagające niż poprzednio. Jak sam tłumaczy, mimo wieku i licznych operacji, stara się utrzymać najwyższy możliwy poziom.

Mam 44 lata i w sumie piętnaście operacji za sobą. Nie jestem już w stanie trenować tak jak siedem lat temu, ale mam świadomość, że lepiej już nie będzie. Zrobiłem dużo więcej niż przed pierwszą walką z Marcinem. Więcej sparingów, dłuższe rundy, większa intensywność.

– zapewnił.

Choć sam mówi o pokorze wobec sportu, nie ukrywa, że presja i walka na zmęczeniu to jego żywioł.

Dla mnie to przyjemność walczyć na wyczerpaniu, wiedząc, że przeciwnik jest jeszcze bardziej zmęczony. Nie powiem, że to będzie szaleńcza walka od początku, ale presja i odbieranie przestrzeni – to na pewno będzie od pierwszej sekundy.

– zapowiada.

Na pytanie, jakiego Marcina Łazarza spodziewa się tym razem, odpowiedział bez wahania:

Myślę, że dynamicznego, dobrze poruszającego się na nogach, szukającego kontry. Co najmniej tak dobrego jak w naszej pierwszej walce.

Kołecki podkreślił też, że jego głównym celem nie jest zemsta, lecz czysta sportowa satysfakcja.

To nie jest rewanż z zawiści. Po prostu wiem, że mogę wygrać tę walkę, jeśli uniknę błędów. Chcę to sobie udowodnić.

Zobacz takżeKrzysztof Głowacki dostał rewanż z Jordanem Nandorem na gali KPS Food & Elmas Babilon MMA 55

źródło: YouTube / Klatka po klatce | foto: PRZEMEK KAMINSKI/SE