Tony Ferguson. Fantasta w świecie „boogie” – czyli krótki pean miłosny

Grafika: Marek Romanowski/inthecage

Kiedy słyszę „El Cucuy” myślę sobie – będzie dobrze. Zobaczę coś naprawdę dobrego. Tony Ferguson wyskoczył mi jako mój ulubiony zawodnik ot tak, i pozostaje nim do dziś. Myślę, że wielu fanów MMA zgodzi się ze mną, że Ferguson jest niezwykłym ubarwieniem nie tylko w UFC, ale w całym ogromnym rozkładzie MMA na świecie.

Pewnego dnia, nudnego jak fejsbukowe kłótnie na grupie o Conora, postanowiłam wykorzystać dostęp do fajtpassa i obejrzeć „dyskografię” wybranego zawodnika. Padło na pana Fergusona. Wiem co myślicie – dobrze trafiłaś! Wiem. Wiem, że dobrze trafiłam.

Oczywiście zanim to zrobiłam – znałam wcześniej „El Cucuya”, widziałam kilka jego walk, ale jak zawsze podkreślam, jako zaledwie lepsza niż zwykły śmiertelnik w temacie zwanym MMA, zasięgam oka gdy chcę o danym zawodniku dowiedzieć się coś więcej.

Czytaj również: UFC 238: Donald Cerrone niezdolny do kontynuowania walki. Tony Ferguson wygrywa przed czasem

Po obejrzeniu jego walk byłam zachwycona. Ten facet zaskakuje w każdym względzie i każda kolejna jego wygrana wprawiała mnie w zdumienie. Może w sumie nie powinno nikogo zdumiewać, że zawodnik z takim zasięgiem kończyn górnych potrafi wyprowadzić takie łokcie. Ale jednak zdumiewa. Bo nie oszukujmy się, nie każdy wykorzystuje warunki fizyczne w tak dobry sposób.

Mam wrażenie, że Tony fantazjuje w świecie pełnym potworów. Traktuje każdego rywala z szacunkiem, ale w stójkowej czy parterowej wojnie stosuje strategie, które wydają się jakby nigdy nie dałyby rady powstać na papierze, są podręcznikowe tylko w sensie techniki.

Nie dziwi mnie to, że cała reszta walczy w sposób konwencjonalny, w tym sensie, że po danym zawodniku można przewidzieć jakie zada ciosy, jaką zastosuje taktykę, czy będzie uciekał w parter w kryzysowych sytuacjach, czy walczył z odwrotnej pozycji, i tak dalej, i tak potem. To są rzeczy, które ciężko ćwiczysz na treningach, przyswajasz jak ograny schemat, bo wiesz, że gdy wejdziesz do klatki ogląd świata zmienia ci się diametralnie i nagle myślenie pozostaje poza tobą i możesz się opierać wyłącznie na swoim „IQ of MMA”. Dlatego wpajasz to jak przepis na lek, na miksturę, która nie tylko wyprowadzi cię z najgorszych tarapatów, ale także pomoże ci dotrzeć na szczyt.

Wciąż nie potrafię ocenić czy owe „IQ of MMA” to wytrenowany instynkt u Fergusona czy po prostu fantazja i chęć działania. Wydaje się, że go nie ogranicza pole widzenia. Do tego jeszcze dochodzi to, że Amerykanin może zatańczyć po mocnym ciosie jak Jotko po wygranej walce, a i tak sekundę później staje się groźny dla rywala i w przeciągu chwili może odwrócić sytuację.

Wybieram więc opcję, że „El Cucuy” to fantasta. Człowiek, który się bawi MMA, i nigdy nie stawia się na pozycji straconego. Kiedy wchodzi do klatki wchodzi do innego świata, zna jakieś tajemne przejście – portal, który przemieszcza go w inny wymiar, gdzie może wybierać w różnorodności stylów. Dlatego staje się nieobliczalny. A jego nieobliczalność staje się schematem. O ile może się stać, bo to nielogiczne.

Często czytuję opinie, nie tylko na polskich fejsbukowych grupach, ale ogólnie, wszędzie, że jeśli ktoś ma zdetronizować Khabiba Nurmagomedova to może to być właśnie Tony Ferguson.

Zobacz także: Tony Ferguson: „Khabib potrzebuje dostać po tyłku”

Przeraża mnie ogarnianie techniki przez aktualnego mistrza wagi lekkiej w UFC i mimo mojej wielkiej miłości dla stylu Fergusona nie wdaję się w takie rozważania. Szczególnie, że nad tym zestawieniem wisi od dłuższego czasu klątwa bogów MMA.

Może jednak „El Cucuy” zna taki portal, który przeniesie go do świata, w którym wznosi ku górze prawdziwy, zasłużony pas mistrzowski. Gdzie nie będzie więcej potworów schematów i perfekcyjnej techniki, tylko on – zawodnik, który wymyśla własne światy, gdy wchodzi do klatki.