Jedno kopnięcie na korpus zakończyło temat. Wiktoria Czyżewska wróciła do Radomia jako inna zawodniczka – spokojniejsza, ostrzejsza i bez śladów wojny na twarzy. Po nokaucie nad Tamires Vidal mówi wprost: tym razem widziała wszystko, co działo się w klatce. Przy okazji zdradza też, co piszą do niej fani…

Wiktoria Czyżewska po XTB KSW 114 była w świetnym humorze, ale też bardzo konkretna. Już na wstępie podkreśliła, jak dużą różnicę zrobiło to, że wyszła z walki z Tamires Vidal niemal bez szwanku.

Wyciągam wnioski. Mogę już jutro wyjść do ludzi. Po ostatnich dwóch walkach – z Adą Kreft i z Biancą – siedziałam tydzień w domu, musiałam przekładać wizyty. Dzisiaj tylko nóżka mnie trochę boli, ale tak to jest okej.

Przyznała, że największym zagrożeniem ze strony Vidal były niskie kopnięcia, na które była przygotowana.

Wiedzieliśmy, że będzie kopała lowkicki i szła z overhandami, bardzo wysunięta do przodu, wręcz leciała z tymi cepami. To była robota Marcina – on świetnie czyta moje przeciwniczki, tylko ja czasem się nie słucham. Krzyknął: nie na mańkuta! – bo jak tylko przeszłam na mańkuta, od razu dostałam w głowę. I się odblokowałam.

Kluczowym wątkiem jej wypowiedzi była mentalna świeżość, której brakowało jej w kategorii 57 kg.

Miałam dziś bardzo czytelny obraz walki. Jak weszłam do klatki, to wszystko widziałam. W 57 brakowało mi tej świeżości przez zbijanie wagi – często dopiero po paru ciosach w twarz albo po tym, jak usiadłam na tyłku, orientowałam się, gdzie jestem. Dziś było inaczej.

Nokautujący middlekick na wątrobę nie był przypadkiem, choć nie był też jedynym planem.

Bazowaliśmy głównie na front kickach – jeden nawet ją przytkał, tylko że ona od razu chciała się skleić. Middle kick był gdzieś w planie, ale raczej na wyczucie. Dzisiaj po prostu wszedł.

Po walce w sieci wybuchła fala żartów i propozycji „zapłacę BLIK-iem za kopnięcie”.

Cały czas dostaję propozycje, że zapłacą mi BLIKa za kopnięcia – mogłabym być dziś milionerką. Nawet koledze, który w Radomiu robił za manekina, proponują kasę, żebym go okopała w ich imieniu. Rozważam to… z trenerem Leszkiem już ustaliliśmy, że w Cross Fight będziemy się dzielić zyskami.

Czyżewska odniosła się też do „szyldu UFC” przy nazwisku Tamires Vidal.

Vidal wszystkie walki w UFC – poza pierwszą – kończyła decyzjami, bez jakiejś dominacji. A ja skończyłam ją przed czasem. To już pytanie do włodarzy… ale skoro Albert obiecał, to dziś jest królowa Radomia i królowa prosi o pas.

Zdradziła, że przemówienie po walce było przemyślane.

Miałam to w głowie od dwóch dni – że jak wygram, to powiem Albertowi o tej królowej Radomia. Artur Ostaszewski podszedł do mnie po walce i w punktach powiedział, co mam powiedzieć. On ma czutkę – nie jest menadżerem z przypadku.

Zapytana o świętowanie, żartowała z lotniska Radom.

Myślałam o wakacjach, ale z Radomia są tylko Turcja i Grecja. Za dwa tygodnie kończę 22 lata, więc na pewno gdzieś polecę.

Na koniec zdradziła, że droga do tej formy nie była łatwa – także mentalnie.

Jestem perfekcjonistką. Jak jedna rzecz mi nie wyjdzie na treningu, a dziesięć wyjdzie, to i tak myślę o tej jednej. Często mam kryzysy, potrafię płakać na treningu… ale potem wracam i robię swoje. Oni mają ze mną przerąbane – jestem ciężkim przypadkiem.