Brendan Allen nie zamierza już oglądać się za siebie. Po kolejnym zwycięstwie w oktagonie Amerykanin jasno wskazał cel – chce walki o pas kategorii średniej i wierzy, że to właśnie Sean Strickland powinien być jego następnym rywalem.

Podczas gali UFC Vegas 118 Brendan Allen pokonał Edmena Shahbazyana i przedłużył serię zwycięstw do trzech. Teraz zawodnik ze ścisłej czołówki dywizji uważa, że nadszedł czas na największe wyzwanie w karierze.

„To nie prezent, na to zapracowałem”

Allen nie uważa, że ktokolwiek powinien mu coś dawać za zasługi. Jego zdaniem wyniki mówią same za siebie.

Nie sądzę, żeby należało mi się cokolwiek za darmo. Na wszystko, co mam, zapracowałem. Mam nadzieję, że Sean wyjdzie ze swojej kolejnej walki jako mistrz, bo wtedy może wybierze właśnie mnie. Zróbmy ten rewanż. Minęło już sześć lat od naszego pierwszego pojedynku.

Zawodnik z Luizjany wciąż pamięta porażkę ze Stricklandem z 2020 roku. Co ciekawe, do dziś uważa, że przebieg walki wyglądał inaczej, niż wielu kibiców zapamiętało.

Uważam, że prowadziłem w tamtej walce. Jeśli obejrzy się ją z różnych ujęć, można zauważyć, że Sean wcale nie trafiał mnie tak skutecznie w stójce, jak niektórzy twierdzą. Dzisiaj byłoby już inaczej. Teraz skończyłbym go przed czasem.

„Shahbazyan jest lepszą wersją Stricklanda”

Allen poszedł nawet o krok dalej i stwierdził, że Edmen Shahbazyan, którego właśnie pokonał, prezentuje wyższy poziom techniczny niż obecny mistrz UFC.

Myślę, że Edmen jest lepszą wersją Seana. Jest młodszy, szybszy i bardziej techniczny. Naprawdę tak uważam. Skoro poradziłem sobie z nim, to wierzę, że poradziłbym sobie również ze Stricklandem. Widzę tam scenariusz, w którym słyszę słowa: „And new”.

Jeżeli jednak walka o pas nie będzie możliwa, Allen ma przygotowane inne rozwiązania.

Jeśli nie dostanę Seana, mogę zawalczyć z Nassourdinem Imavovem. A jeśli on chce poczekać, to dajcie mi zwycięzcę walki Kamaru Usman vs. Dricus Du Plessis. Październik albo początek listopada – jestem gotowy.

„Mogłem tylko stracić”

Pojedynek z Shahbazyanem był dla Allena nietypowym ruchem. Jako zawodnik ze ścisłej czołówki kategorii średniej zgodził się zmierzyć z nieklasyfikowanym rywalem, co wielu ekspertów uznało za ogromne ryzyko.

Sam zawodnik doskonale zdawał sobie z tego sprawę.

Może nie jestem najbardziej lubianym gościem w UFC. Może nie mam milionów obserwujących i wielkiego szumu wokół siebie. Ale potrafię walczyć. Mam bilans 15-4 w UFC i mierzyłem się z najlepszymi, z jakimi mogłem. Edmen był młody, głodny sukcesu i bardzo zmotywowany.

Allen przyznał również, że decyzję o przyjęciu walki podjął z kilku powodów.

Po pierwsze, muszę zarabiać pieniądze. Po drugie, był następnym zawodnikiem na fali zwycięstw, który nie miał zestawionej walki. Tak to czasem wygląda. Idziesz dalej i bierzesz kolejne wyzwanie. Trafiło na niego.

Mimo wygranej Amerykanin nie szczędził rywalowi słów uznania.

Muszę oddać Edmenowi szacunek. Naprawdę mnie nacisnął. Zmusił mnie do znalezienia nowej wersji samego siebie. Zmotywował mnie do jeszcze cięższej pracy. Chylę przed nim czoła.

Seria trzech zwycięstw z rzędu sprawia, że Allen pozostaje jednym z najmocniejszych kandydatów do walki o pas kategorii średniej. Pytanie brzmi tylko, czy UFC uzna, że zasłużył już na rewanż ze Stricklandem.

Zobacz takżeSean Strickland przekonuje, że nie otrzymał zgody na udział w historycznej gali UFC w Białym Domu

źródło: konferencja prasowa po gali UFC Vegas 118 | foto: Jeff Bottari/Zuffa LLC