Jakub Wikłacz nie zamierza zwalniać tempa po debiucie w UFC. Przed drugim występem w najlepszej lidze świata Polak jasno deklaruje: chce walczyć często, regularnie i bez długich przerw. Jeśli zdrowie pozwoli, w 2026 roku planuje nawet cztery starty.

7 lutego w UFC Apex w Las Vegas zawodnik Czerwonego Smoka zmierzy się z Muinem Gafurowem. Dla Jakuba Wikłacza będzie to kolejny krok w budowaniu pozycji w organizacji – i element większego planu na najbliższe lata.

„Jest szansa na trzy i cztery walki”

W rozmowie z Patrykiem Prokulskim dla TVP Sport Polak otwarcie przyznał, że stawia na dużą aktywność startową.

Myślę, że jest szansa i na trzy, i na cztery walki. Zobaczymy, jak to się potoczy. Najważniejsze jest zdrowie i ta nuta sportowego szczęścia.

Wikłacz podkreśla, że chce wykorzystywać każdy moment, gdy organizm pozwala na szybki powrót do startów.

Jeżeli po każdej walce będę mógł szybko wrócić, to jak najbardziej. Oczywiście zawsze potrzebny jest też okres roztrenowania, ale plan jest ambitny.

Fundament z debiutu w UFC

Zawodnik nie ukrywa, że starcie z Patchym Mixem było dla niego ważną lekcją.

Popełniłem tam pewne błędy, mogłem poprowadzić walkę inaczej. Ale finalnie wygrałem i wyciągnęliśmy wnioski.

Jak zaznacza, przygotowania do walki z Gafurovem wyglądają już zupełnie inaczej.

Przepracowaliśmy te błędy. Ta walka będzie totalnie inna. Myślę, że będę w stu procentach zadowolony z tego, jak ją poprowadzę.

Forma rośnie. „Czuję przeskoczenie levela”

Wikłacz zapewnia, że przed drugim startem w UFC jest w jeszcze lepszej dyspozycji.

Czuję konkretny peak. Jest takie przeskoczenie levela względem poprzedniej walki. Czuję się fenomenalnie.

Zawodnik chwali także przebieg przygotowań.

Miałem bardzo mocny okres sparingowy. Pracowałem wydolnościowo, robiłem długie rundy. Jestem gotowy na pełen dystans.

Bez strachu przed nazwiskami

Polak nie przywiązuje nadmiernej wagi do renomy rywali. Najważniejsze jest dla niego regularne wygrywanie.

Nie robi mi dużej różnicy, kto jest przeciwnikiem. Trzeba robić swoją robotę.

Jak podkreśla, sukcesy mają same otwierać drzwi do większych walk.

Jak dobrze się zaprezentuję, nazwiska będą coraz lepsze. Mój czas na topkę przyjdzie.

Najpierw Gafurov, potem kolejne cele

Na razie Wikłacz koncentruje się wyłącznie na pojedynku 7 lutego. Jeśli wygra, chce iść dalej zgodnie z planem – często walczyć i konsekwentnie budować pozycję w dywizji.

Jestem przygotowany na każdy scenariusz. Wizualizuję tę walkę codziennie. Nic mnie nie zaskoczy.

Zobacz także„Polacy znów pokochali UFC”. Wikłacz zdradza, jak transfer do największej ligi świata zmienił jego życie

źródło: rozmowa Jakuba Wikłacza z Patrykiem Prokulskim (YouTube / TVP Sport) | foto: YouTube / Jakub Wikłacz