UFC okrzyknęło jego zwycięstwo największym powrotem 2025 roku. On sam widzi to zupełnie inaczej. Jiří Procházka publicznie zaprzeczył narracji o „comebacku” po walce z Khalilem Rountree i wprost stwierdził, że to on kontrolował pojedynek od pierwszej do ostatniej sekundy.

Były mistrz kategorii półciężkiej zabrał głos po tym, jak UFC przyznało jego wygraną na gali UFC 320 nagrodą „comeback of the year”. Przypomnijmy – Procházka znokautował Khalila Rountree w trzeciej rundzie, choć przez pierwsze dwie rundy Amerykanin punktował lepiej i był wyraźnie skuteczniejszy w oczach sędziów.

Czech nie zgadza się jednak z oceną przebiegu walki.

„To nie był comeback. Oglądałem to jeszcze raz dwa dni temu. Kontrolowałem przeciwnika przez całą walkę. Nawet jeśli był skuteczny w wielu swoich technikach, ja kontrolowałem dystans, rytm i precyzję uderzeń. Teraz czas zrobić kolejny krok i to pokazać.”

Procházka podkreśla, że jego styl opiera się nie tylko na efektownych akcjach, ale też na zarządzaniu tempem i przestrzenią w klatce – elementach, które nie zawsze widać w kartach punktowych, ale które w jego ocenie decydują o realnej kontroli pojedynku.

Fakty są jednak takie, że przed trzecią rundą wszyscy trzej sędziowie punktowali walkę 20-18 dla Rountree. Mimo to Jiří Procházka znalazł moment, w którym przyspieszył, przełamał rywala i zakończył pojedynek ciężkim nokautem. Zgarnął przy tym podwójny bonus – za walkę wieczoru i występ wieczoru.

Czech, który aż 28 z 32 zwycięstw odniósł przez nokaut, jasno daje do zrozumienia: według niego to nie był powrót z opresji, tylko konsekwentna realizacja planu, który w decydującym momencie zadziałał idealnie.

Zobacz takżeKrzysztof Jotko przed finałem Gamechanger: „Lubię być tym złym. To mnie napędza”

źródło: X Jiříego Procházki | foto: Getty Images