Mateusz Kisielewski na kilka dni przed walką z Gabrielem Ruizem na King’s Arena 2 zdradził, że postawił wszystko na jedną kartę. Zawodnik z Łodzi ujawnił też nietypową motywację, która dodatkowo napędza go przed starciem w Olsztynie.

Mateusz „Kisiel” Kisielewski (5-1) w rozmowie z naszym portalem przyznał, że zawarł specyficzny zakład ze swoim menedżerem, który może zadecydować o jego przyszłości w MMA.

Mam taki zakład z moim menadżerem, że jeżeli tutaj przegram w tej kategorii wagowej, to spadnę niżej. Nie mogę przegrać. Jak mam kryzys w walce, to myślę o tym – kurde, zaraz będę musiał zejść. Mówią, że jestem mały i tak dalej. A ja na to: „spokojnie, ja nie przegram, nie będę musiał tego robić”.

przyznał Kisielewski, pokazując, jak duże znaczenie ma dla niego pozostanie w kategorii półśredniej.

Łódzki zawodnik przygotowywał się do walki w warszawskim klubie WCA, gdzie miał okazję trenować z zawodnikiem UFC – Romanem Dolidze. Sparingi z gruzińskim fighterem stanowiły cenne doświadczenie, choć początkowo stanowiły wyzwanie.

Pierwsze dni to wiadomo, każdy się próbuje poznać i nie mieliśmy sposobu. Ale później z każdym sparingiem było lepiej. On jest zawodnik klasy światowej, jest w rankingu UFC.

stwierdził „Kisiel”, podkreślając wartość treningu z rywalami wyższej klasy.

Kisielewski nie ukrywa, że Gabriel Ruiz (6-5) to nie był jego wymarzony przeciwnik. Brazylijczyk przystępuje do walki z trzema porażkami z rzędu, ale „Kisiel” docenia jego umiejętności i styl.

Z tego co widziałem, bo oglądałem jego walki i analizowałem delikatnie, to jest zawodnik, na którym można się fajnie pokazać. Jeżeli przegrywał, to przegrywał z takimi serio solidnymi rywalami. Jest takim bijokiem, a ja lubię właśnie takich gości, co się nie położą, bo ich coś zaboli.

Łodzianin zdradził również, że znalazł sposób na swojego rywala, analizując jego wcześniejsze pojedynki. Zauważył, że Brazylijczyk, wbrew stereotypom, walczy taktycznie i cierpliwie.

Warto dodać, że Kisielewski przygotowywał się do tej walki zaledwie przez cztery tygodnie, co – jak sam twierdzi – jest dla niego optymalnym rozwiązaniem. Preferuje krótsze okresy przygotowawcze, gdyż minimalizują one ryzyko kontuzji i zmęczenia psychicznego.