Manel Kape zrobił dokładnie to, czego oczekiwało UFC – efektowne zwycięstwo, jasny przekaz i bezpośrednie wezwanie kolejnego rywala. Po wygranej nad Brandonem Royvalem „Starboy” jest przekonany, że właśnie zamknął wszystkim usta i ustawił się na pole position w wyścigu po pas wagi muszej. A Joshua Van? Według Kape’a ma odegrać w tej historii rolę bardzo konkretną.

Po gali UFC on ESPN 73 w Las Vegas Manel Kape nie owijał w bawełnę. W rozmowie z MMA Junkie jasno dał do zrozumienia, że jego zdaniem wszystko zostało już rozstrzygnięte – zarówno sportowo, jak i narracyjnie.

Zanim padły pierwsze mocne deklaracje, Kape na chwilę cofnął się do samej walki z Brandonem Royvalem. Starcie, które wielu typowało jako bardzo wyrównane, w jego ocenie było jednostronne.

Zrobili dokładnie to, czego ode mnie oczekiwali. Mówili: „potrzebujemy pięknego zwycięstwa, czegoś efektownego”. I ja to zrobiłem. To był najbardziej imponujący występ i najlepsza wygrana, jaką mogłem dać.

– podkreślił zawodnik z Angoli.

Jak dodał, UFC już skontaktowało się z nim i jego menedżerem.

Tak, rozmawiamy. Jesteśmy w trakcie negocjacji. Wszystko jest w toku.

– potwierdził.

„On zabrał moje miejsce”

Najwięcej emocji wzbudziły jednak słowa Kape pod adresem Joshuy Vana. Pretendent nie ukrywa, że traktuje go jako zawodnika, który skorzystał z okazji, która – w jego przekonaniu – należała się komuś innemu.

On zabrał miejsce, które należało do mnie w lipcu. Wiedziałem, jaki będzie wynik. Wiedziałem, że zniszczę Brandona Royvala. Ta walka miała się odbyć wcześniej, a ja miałem mieć pas już 6 grudnia.

– stwierdził.

Kape posunął się jeszcze dalej, kwestionując zwycięstwo Vana nad Royvalem.

W mojej opinii on nie wygrał z Brandonem. Wygrał walkę w ostatnich sekundach jednym nokdaunem. Ja wróciłem i zniszczyłem gościa, z którym – moim zdaniem – Van przegrał. Teraz nie ma już ucieczki.

„Nie trash talkuję. Mówię, jak jest”

Najmocniejsze słowa padły jednak przy bezpośredniej ocenie stylu Joshuy Vana. Kape nie uważa tego za trash talk – jego zdaniem to chłodna analiza.

Patrzę na Joshuy Vana i widzę worek treningowy. Kogoś, kto cały czas stoi przede mną. Jego gra jest taka sama – worek treningowy.

– powiedział bez zawahania.

To nie jest trash talk. Jeśli będę z nim walczył, mój obóz przygotowawczy to będą tylko worki. Bo ta walka będzie jednym wielkim treningiem na worku.

– dodał.

Kape zdradził również, że w jego głowie ten pojedynek jest już rozpisany od pierwszej do ostatniej minuty.

Pierwsza runda – gram nogami, trafiam mocno. Druga runda – kończę walkę. Widzę to bardzo wyraźnie.

– zapowiedział.

On jest twardy, może wytrzymać więcej niż Royval, ale tylko dlatego, że nikt jeszcze nie rozbił mu ciała i twarzy tak jak ja. Charles Johnson go zranił. A on nie ma takiej mocy jak ja. Wyobraź sobie, co ja mogę zrobić.

Pas, pieniądze i „napad na bank”

Kape nie ukrywa też, że obecny etap kariery traktuje jak moment na zebranie największych owoców.

To jest rok na rabowanie banku. Walka o pas – duże pieniądze. Obrona pasa – jeszcze większe pieniądze.

– powiedział wprost.

Nie robię już wielkich planów, bo życie nauczyło mnie, że plany się komplikują. Ale wiem jedno: chcę pasa UFC. Widzę światło w tunelu i ono jest bliżej niż kiedykolwiek.

Jeśli wszystko potoczy się zgodnie z jego scenariuszem, Kape widzi w przyszłości także trylogię z Alexandre Pantoją oraz walki w Angoli lub Portugalii – krajach, z którymi jest najmocniej związany.

Na razie jednak skupia się na jednym nazwisku.

Joshua Van. I potem pas. Reszta przyjdzie sama.

Zobacz takżeManel Kape rzuca wyzwanie mistrzowi: „Będę jego najgorszym koszmarem”. Joshua Van odpowiada krótko

źródło: MMA Junkie – YouTube | foto: Getty Images / Zuffa LLC