Cztery dni przed galą XTB KSW 113 w Łodzi wydarzyło się coś, czego nie planował nikt – nawet sam Marcin Różalski. Były mistrz KSW i jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskich sportów walki wraca do klatki w formule charytatywnej. Cała gaża z walki trafi na Różaland – projekt ratowania zwierząt i wykup ziemi, który właśnie znalazł się w krytycznym momencie.

Powrót Marcina Różalskiego na galę KSW to nie efekt marketingowej reżyserki ani zaplanowanej narracji. Jak sam podkreśla – decyzja zapadła nagle, w kulisach, a on sam wiedział tylko, że „coś się dzieje”.

Wiedziałem, że Artur będzie i że ma spotkanie z Maćkiem Kawulskim. Wiedziałem, że coś się dzieje, ale nie było żadnej reżyserki. Jak dostałem telefon, że jedzie do mnie w ważnej sprawie, to pomyślałem, że może coś poważnego się stało.

Gdy propozycja padła, Różalski nie ukrywał emocji – choć kamera nie była dla niego komfortowa.

Jak się mogę czuć? Dostaję ofertę walki – robię to, co robiłem całe życie. Wracam po roku do federacji, z którą byłem najdłużej związany. Walczę w formule, którą najbardziej lubię – K-1. Dostaję mocnego przeciwnika. I najważniejsze: walczę o ziemię dla moich zwierząt.

Walka charytatywna… „sam dla siebie”

Starcie ze Stipe Bekavacem będzie miało wyjątkowy charakter. Różalski nie zobaczy z tej walki ani złotówki.

Paradoks polega na tym, że ja walczę charytatywnie sam dla siebie. Z tej walki nie dostaję nic. Wszystko idzie na zbiórkę. Możecie mnie nazywać hipokrytą, bo skończyłem karierę – ale zawsze zostawiałem sobie margines, gdy dostanę dobrą ofertę. A to jest najlepszy możliwy układ.

Różalski nie ukrywa, że czasu na przygotowania jest niewiele.

Jestem w trakcie treningu, w formie, że niejednego małolata zawstydzam. Ale nie było wykończenia, regeneracji, szybkości. Nie ma na to czasu – trzeba brać, co życie daje.

„Nie walczę z no-namem. To będzie loteria”

Rywal również nie jest przypadkowy.

Dostaję zawodnika z krwi i kości, zbliżonego wiekowo. On poniszczony w jednej kwestii, ja w drugiej. To będzie loteria. Kto kogo – ale ktoś kogo.

Klamra z KSW i ludzkie relacje

Powrót Różalskiego to także symboliczne domknięcie relacji z włodarzami KSW.

My jesteśmy tylko ludźmi. Możemy się pokłócić, możemy się pogodzić. Z Maćkiem poróżniliśmy się i pogodziliśmy najszybciej. Z Martinem wcześniej, z Wojsławem nie byłem pokłócony. Było, minęło. Koniec.

Różalski podkreśla, że KSW zrobiło realny ukłon w jego stronę.

Jak federacja może mi pomóc? Dać walkę. Jak wojownik zarabia na życie? Walcząc. Nie w kiblu, nie z wychodkiem – tylko w KSW.

Różaland pod ścianą. Stawką półtora miliona

Sednem całej akcji jest dramatyczna sytuacja wokół ziemi, na której działa Różaland.

To nie ja jestem zagrożony. Zagrożone są moje zwierzęta. Kwota? Półtora miliona złotych. Ja mam oszczędności, ale nie półtora miliona.

Problemem jest nie tylko pastwisko, ale także sąsiadujący las.

Jeżeli wykupię pastwiska, a nie wykupię lasu, przyjdzie deweloper, wytnie wszystko i za chwilę komuś będzie przeszkadzać moja stajnia. Tak jak komuś na Śląsku przeszkadzała chlewnia.

„To nie jest Różalski pomaga. To ludzie pomagają”

Różalski stanowczo odcina się od narracji „żebrania”.

Pomagaj pomagać to nie jestem ja i Marta. To są ludzie. Każdy, kto wpłaci, udostępni, przyjedzie. Ja przez lata wszystko rozdawałem, licytowałem. Nie mam już nic.

Odpiera też zarzuty o „powrót po kasę”.

Tak, wracam dla hajsu. Ale nie po Louis Vuitton czy świecidełka. Wracam po kawałek ziemi, który nigdy nie będzie mój prywatnie. To będzie ziemia stowarzyszenia.

Gaża poza jego zasięgiem

Różalski nie ma kontroli nad pieniędzmi z walki.

Przez moje krzywe paluchy nie przechodzi ani złotówka. Wszystko idzie bezpośrednio na fundację. Jak Canal+ da trzysta czy trzysta pięćdziesiąt tysięcy, sam to ogłoszę.

„My już wygraliśmy”

Mimo presji czasu i ogromnej kwoty, Różalski jest przekonany o jednym.

My już jesteśmy wygrani. Niezależnie od wyniku walki. Ta akcja zweryfikowała ludzi, pokazała, kto naprawdę pomaga.

Spadkobiercy ziemi dali dodatkowy czas.

Dali nam kolejne dwa miesiące. Widzą, że nam zależy. Wszystko, co się teraz dzieje, działa na naszą korzyść.

Zobacz takżeUFC tnie skład. Dwóch Polaków poza organizacją – koniec przygody Brzeskiego i Prachnio z UFC

Więcej w wywiadzie dla naszej redakcji: