Paddy Pimblett nie ukrywa, że z dużym rozczarowaniem obserwował powrót Conora McGregora do oktagonu. Brytyjczyk przyznał, że kontuzja Irlandczyka była przykrym widokiem, zwłaszcza po pięcioletniej przerwie i miesiącach przygotowań do UFC 329.
W walce wieczoru gali UFC 329 Conor McGregor zmierzył się z Maxem Hollowayem, jednak jego długo wyczekiwany powrót zakończył się już po 69 sekundach. Irlandczyk doznał kontuzji prawego kolana po pierwszym kopnięciu, a sędzia przerwał pojedynek, gdy zawodnik nie był w stanie kontynuować walki.
Do całej sytuacji odniósł się Paddy Pimblett, który kilka chwil wcześniej poddał Benoita Saint Denisa i odniósł ósme zwycięstwo w UFC.
To było smutne. Taki już jest ten sport. Trzeba walczyć regularnie i zachowywać ciągłość startów. Myślę, że przez to, że Conor nie walczył tak długo, jego ciało po prostu nie nadążyło. Wyszedł i od razu rzucił mocne kopnięcie, a kolano po prostu się pod nim załamało. Naprawdę było mi go szkoda. Włożył tyle pracy w powrót do oktagonu, a wszystko skończyło się praktycznie w pierwszych sekundach. Trudno nie współczuć.
Powrót zakończył się kolejnym urazem
Dla McGregora był to pierwszy występ od lipca 2021 roku, kiedy podczas trzeciej walki z Dustinem Poirierem doznał poważnego złamania nogi. Tym razem również pech nie opuścił byłego podwójnego mistrza UFC.
Po zakończeniu gali Irlandczyk zapewnił, że do walki przystępował w pełni zdrowy, a uraz pojawił się dopiero w trakcie pierwszej wymiany. Kontuzja przekreśliła jednak jego szanse na udany powrót i sprawiła, że ponownie opuścił oktagon bez zwycięstwa.
Zobacz także: Max Holloway po UFC 329: Dzieci Conora siedziały w pierwszym rzędzie, nie chciałem krzywdzić ich ojca
źródło: konferencja prasowa po UFC 329 | foto: Getty Images
























