Jeszcze niedawno Fighting Nerds uchodzili za „fabrykę potworów” UFC. Dziś coraz więcej ich zawodników trenuje poza macierzystą bazą, a pytania o przyszłość klubu wracają jak bumerang. Mauricio Ruffy w szczerym wywiadzie u Ariela Helwaniego odsłonił, co naprawdę dzieje się za kulisami.

Fighting Nerds to ekipa, z której wywodzą się m.in. Cezary Oleksiejczuk, Michał Oleksiejczuk, Caio Borralho, Jean Silva czy Carlos Prates. Przez ostatnie miesiące klub był na fali, aż do momentu, gdy przyszły pierwsze porażki i fala medialnych komentarzy o „końcu Nerdsów”.

Mauricio Ruffy, który sam wywodzi się z tej ekipy, potwierdził, że nie odcina się od Fighting Nerds, ale jednocześnie przyznał, że w jego karierze zachodzą realne zmiany.

Nie odszedłem z Fighting Nerds. Zawsze będę Nerdsem. Ale teraz mam więcej niż jeden dom.

 – podkreślił Ruffy.

Trenuję z Alexandrem Volkanovskim w Australii, rozwijam się, uczę się nowych rzeczy i to mnie niesamowicie pcha do przodu.

To właśnie współpraca z Volkanovskim i zespołem Engage stała się symbolem nowego etapu w karierze Brazylijczyka. Ruffy podpisał kontrakt z Engage i oficjalnie został ambasadorem tej marki, co jeszcze mocniej podsyciło plotki o „rozjeżdżaniu się” dróg zawodników Fighting Nerds.

Kluczowa deklaracja padła jednak w momencie, gdy Helwani zapytał o narożnik Ruffy’ego w najbliższej walce.

Pablo i Flávio tym razem nie będą w moim narożniku.

– zdradził Ruffy.

Pablo ma walki Jeana i Caio Borralho, do tego ma małe dziecko i byłby dwa miesiące poza domem. Rozumiem to. Mam innych trenerów, trenuję tu z Volkiem i jego ekipą.

To pierwszy tak wyraźny sygnał, że nawet czołowi zawodnicy Nerdsów zaczynają funkcjonować w hybrydowym modelu – częściowo w klubie macierzystym, częściowo w zagranicznych bazach treningowych.

Ruffy odniósł się też do medialnej narracji o „kryzysie Fighting Nerds” po kilku porażkach Borralho, Jeana Silvy i jego własnej.

To było dla mnie bardzo dobre doświadczenie. Nauczyłem się, jak działają media i kibice – nie tylko wtedy, gdy jest dobrze, ale też wtedy, gdy przychodzi gorszy moment.

– powiedział.

To mnie bardzo wzmocniło jako człowieka i jako zawodnika.

Jednocześnie Brazylijczyk nie ma wątpliwości, że jego rozwój nabrał nowego tempa właśnie dzięki wyjazdom i treningom poza Fighting Nerds.

Po porażce wyszedłem ze strefy komfortu. To mnie zaprowadziło do Australii, do Volkanovskiego, do nowego poziomu mojego MMA. Jestem dziś innym zawodnikiem.

W praktyce oznacza to, że model jednego, zamkniętego klubu zaczyna ustępować miejsca sieci powiązanych baz treningowych, a Fighting Nerds – choć nadal mocne nazwisko – nie są już jedynym „centrum dowodzenia” dla swoich największych gwiazd.

Czy to początek nowej ery dla Nerdsów, czy sygnał powolnego rozmywania się ich potęgi? Jedno jest pewne – zawodnicy coraz śmielej budują kariery poza jednym klubowym parasolem.

Zobacz także: Michał Oleksiejczuk przygotowuje się do walki w Polsce. „Brazylia przyjedzie do mnie”

źródło: The Ariel Helwani Show (YouTube) | foto: Getty Images