Amanda Nunes nie wraca do UFC przypadkiem. Nie wraca z nostalgii. Wraca, bo na jej miejscu pojawił się ktoś, kto sięgnął po pas, który zostawiła – i zrobił to w sposób, który uruchomił w niej coś, czego nie dało się już zatrzymać. Kayla Harrison nie tylko zdobyła tytuł. Ona domknęła decyzję o powrocie „Lwicy”.

Była mistrzyni kategorii koguciej i piórkowej zakończyła karierę w 2023 roku, skupiając się na rodzinie. Jednak – jak sama przyznaje – już po roku z dala od klatki zaczęła czuć, że to nie jest koniec.

Minął rok i zaczęłam patrzeć na Ninę w domu i mówić: ‘Nina, ja nie potrafię trzymać się z dala’. Próbowałam przez cały rok. Myśli zaczęły wracać coraz mocniej, a potem Kayla podpisała kontrakt z UFC. To było pisane. Wszystko zaczęło się idealnie układać.

– przyznała Nunes przed UFC 324.

Powrót Nunes nie jest jednak wyłącznie sportową decyzją. To osobista historia, której korzenie sięgają American Top Team – wspólnego gymu, wspólnych mat i wspólnych treningów z Harrison.

Gdy ona zaczęła mówić o mnie coraz głośniej, wyzywać mnie, a jednocześnie dalej trenować obok mnie, zaczęło to być dziwne. Jeśli chcesz ze mną walczyć, nie możesz trenować na tych samych matach, z tymi samymi trenerami. Jeśli mam się z tobą zmierzyć, musisz stąd odejść.

 – tłumaczyła Nunes.

Nunes od początku wiedziała, że Harrison zmierza do UFC. Wiedziała też, że dla takiego profilu zawodniczki w kobiecym MMA po prostu zabraknie rywalek.

Ona jest świetną atletką, świetną zawodniczką. Jest bardzo mało dziewczyn, które mogą za nią nadążyć. Wiedziałam, że prędzej czy później trafi do UFC.

 – przyznała.

Gdy Harrison weszła do UFC, zmiotła Holly Holm, pokonała Ketlen Vieirę, a następnie rozbiła Juliannę Peñę i sięgnęła po pas wagi koguciej – dokładnie ten, który Nunes zostawiła, kończąc karierę.

To był moment, który przesądził wszystko.

Nikt nic nie zrobi z moją dywizją. Muszę tam wrócić i zrobić ją znowu wielką. Każda walka ma sens. Gdy Kayla podpisała kontrakt, wszystko stało się idealne.

– mówi Nunes.

I dodaje wprost:

Ci ludzie, z którymi kiedyś trenowałam, teraz są przeciwko mnie. Traktuję ich jak rywali. Podoba mi się to wyzwanie.

Na UFC 324 dojdzie do starcia, które nie jest tylko walką o pas. To pojedynek o dziedzictwo. O dominację. O to, kto naprawdę rządzi dywizją, którą Amanda Nunes przez lata nazywała „swoją”.

Zobacz takżeKayla Harrison planuje odesłać Nunes z powrotem na sportową emeryturę

źródło: Paramount | foto: skysports.com