Joaquin Buckley nie owija w bawełnę i wyraźnie podkręca tempo w kategorii półśredniej UFC. W rozmowie z Submission Radio Amerykanin otwarcie zaatakował Shavkata Rakhmonova, podważył jego status „boogeymana” dywizji i zapowiedział, że jeśli dojdzie do ich starcia – skończy się nokautem. To był jeden z najbardziej bezpośrednich i bezkompromisowych wywiadów Buckleya w ostatnich miesiącach.

Joaquin Buckley coraz wyraźniej zaznacza swoją pozycję w jednej z najbardziej zatłoczonych i nieprzewidywalnych dywizji UFC. Amerykanin nie tylko mówi o kolejnych wyzwaniach, ale otwarcie podważa narracje budowane wokół największych nazwisk. W rozmowie z Submission Radio nie było półśrodków – padły mocne słowa, konkretne zarzuty i jasne deklaracje, kto jego zdaniem naprawdę zasługuje na miano „boogeymana”.

„Wołam Shavkata od lat. Teraz nie ma wymówek”

Buckley zdradził, że nazwisko Shavkata Rakhmonova przewija się w jego głowie od bardzo dawna – jeszcze od momentu decyzji o zejściu do kategorii 77 kg.

Wywoływałem Shavkata od bardzo dawna, nawet w sposób pełen szacunku. Pierwszy raz wspomniałem o nim jeszcze u Joe Rogana, kiedy podejmowałem decyzję o zejściu do półśredniej. Wiedziałem, że tacy zawodnicy mają problem ze znalezieniem rywali – i chciałem być tym gościem.

– tłumaczył Buckley.

Moment przełomowy przyszedł po zamieszaniu wokół walki Rakhmonova, która wypadła z rozpiski.

Zabrali mi walkę z Ianem Garrym i dali ją Shavkatowi. Obejrzałem ten pojedynek i zrozumiałem jedno – mogę ich obu pokonać.

„Ta ostatnia walka była słaba”

Buckley nie krył rozczarowania ostatnim występem Rakhmonova i jasno zakwestionował jego pozycję w wyścigu po pas.

Ta ostatnia walka Shavkata była po prostu słaba. On myśli, że przez swoje nazwisko i rekord może wrócić i od razu sięgnąć po pas. Duży chłopie – tak to nie działa.

Amerykanin podkreśla, że w UFC liczy się aktualna forma, a nie dawne narracje.

Twoje występy mówią wszystko. A występ sprzed roku nie mówi dziś absolutnie nic. Są goście, którzy w tym momencie stoją wyżej niż on.

„Dobra kasa na nokaut”

Zapytany o potencjalny przebieg walki z Rakhmonovem, Buckley odpowiedział bez wahania.

Dobra kasa na nokaut. On przyjmuje za dużo ciosów.

Jako przykład podał pojedynek Shavkata z Geoffem Nealem.

Ludzie nie zdają sobie sprawy, że Neal był wtedy chory, nieprzygotowany kondycyjnie, a i tak dał Shavkatowi jedną z najtrudniejszych walk. Gdyby to był mój wieczór – poszedłby spać.

„Oni chcą mnie przed nim chronić”

Buckley odniósł się także do ciszy ze strony obozu Rakhmonova.

Nie ma żadnej wymiany zdań między mną a nim. On nawet nie wie, co mówię. To nie on odpowiada – to menedżerowie. Próbują go przede mną chronić.

Jednocześnie zawodnik z USA podkreśla, że zainteresowanie walką jest globalne.

Nie tylko Ameryka chce tej walki. Dagestan też chce zobaczyć, jak ich chłopak wraca do oktagonu. Chcą mnie uciszyć. Jedyny sposób? Zrobić to w klatce.

„To biznes rozrywki”

W dalszej części rozmowy Buckley szeroko odniósł się do trendów w UFC, krytykując zawodników, którzy bazują wyłącznie na zapasach.

To jest biznes rozrywki. Możesz używać zapasów, ale rób to ofensywnie. Khabib był idealnym przykładem – on nie przytulał, on niszczył. Ground and pound, presja, obrażenia. Jeśli tylko trzymasz rywala, bo boisz się stójki, to ja nie jestem fanem czegoś takiego.

„Usman vs. Islam? Ogromna walka”

Buckley mocno stanął też po stronie Kamaru Usmana w kontekście potencjalnej walki z Islamem Makhachevem.

To byłaby jedna z największych walk, jakie da się dziś zrobić w półśredniej. Usman ma wszystko, by sprawić Islamowi realne problemy. Islam nie jest naturalnym półśrednim. To by się obnażyło przeciwko gościom takim jak ja, Garry czy Morales.

Kiedy powrót Buckleya?

Na koniec padła deklaracja dotycząca planów startowych.

Wczesny 2026 rok. Nie znam jeszcze daty, ale jedna z tych jesiennych gal – bierzemy to.

Zobacz takżeJoaquin Buckley prowokuje Khamzata Chimaeva. Rzucił wyzwanie o 50 tysięcy dolarów

źródło: Submission Radio (YouTube)