Były mistrz świata w boksie odniósł drugie zwycięstwo w formule MMA, pokonując przed czasem Klebera Silvę na gali Babilon MMA 56. Choć początek walki był dla niego trudny, Głowacki zdołał przetrwać kryzys i wygrać po kontuzji rywala.

Krzysztof Głowacki nie ukrywa, że po swojej ostatniej porażce w MMA czuł ogromną presję przed starciem z doświadczonym Kleberem Silvą. Polak, który w pierwszej rundzie starcia na Babilon MMA 56 znalazł się w poważnych tarapatach, przyznał w rozmowie po walce, że obawiał się powtórki z poprzedniej konfrontacji.

Presja była duża, nie powiem. Siedziało to w głowie. Chodziłem w szatni i myślałem – Krzychu, żebyś się znowu nie dał złapać, ruszaj się, bo to nie jest boks…

wyznał Głowacki, który w poprzednim pojedynku został poddany błyskawicznie duszeniem.

Mimo trudnych momentów w pierwszej rundzie, gdy Silva zdominował go w parterze, polski pięściarz twierdzi, że sytuacja była pod kontrolą.

Nie czułem się mocno zagrożony. Wszystko było pod kontrolą. Fajnie było słuchać narożnika, słuchałem co mówił Piotr.

podkreślił zawodnik, odnosząc się do wskazówek swojego trenera Piotra Strusa.

Głowacki zdradził, że po ostatniej porażce natychmiast wrócił do treningów, koncentrując się na eliminacji swoich słabości.

W sobotę była ta ostatnia walka, a ja już w poniedziałek byłem na sali treningowej. Z Piotrem cisnęliśmy cały czas ten parter. Myślę, że jeszcze będziemy bardzo długo go cisnąć, bo jednak tego jest tyle, tyle tych chwytów, tyle przejść!

tłumaczył.

Pojedynek zakończył się w drugiej rundzie, gdy Silva doznał kontuzji ręki. Jak wyjaśnił Głowacki:

Uderzył taki obszerny cep, ja obniżyłem ciosy, poszedł na czoło i chyba połamał rękę. Połamał rękę, no ale na nogę też kulał, bo ładnie wszedł właśnie ten kop na łydkę, aż mu nogę wygięło.

Były mistrz świata WBO w wadze junior ciężkiej zapowiada szybki powrót do klatki.

Zamierzam niedługo powrócić. Dostałem prezent od żony, wyjazd mamy w marcu do Kenii, ale myślę, że to nie przeszkodzi w przygotowaniach. Może kwiecień, może maj, zobaczymy.

zdradził Głowacki, który mimo 37 lat nie zamierza zwalniać tempa w nowej dla siebie dyscyplinie.