Manel Kape nie zwalnia tempa i głośno domaga się kolejnego kroku w stronę pasa. Po efektownym zwycięstwie w Las Vegas „Starboy” jasno wskazuje rywala i termin, a przy okazji sugeruje UFC roszady w walce wieczoru jednej z nadchodzących gal.

Manel Kape po dominującym występie przeciwko Brandonowi Royvalowi na gali UFC Vegas 112 coraz wyraźniej ustawia się w kolejce po mistrzowski pas kategorii muszej. Wszystko zależy jednak od stanu zdrowia Alexandre Pantoji, który niedawno stracił tytuł w kontrowersyjnych okolicznościach. Jeśli Brazylijczyk nie będzie gotowy na szybki powrót, Kape chce walczyć dalej – i to na własnych warunkach.

32-letni zawodnik otwarcie wskazał Joshuę Vana jako kolejnego rywala i nie ma wątpliwości co do przebiegu takiego starcia.

Portugalczyk liczy, że UFC znajdzie dla niego miejsce na jednej z dużych gal na początku przyszłego roku. Najchętniej widziałby się w walce wieczoru wydarzenia w Houston – nawet kosztem przesunięcia innego, głośnego nazwiska w karcie.

8 marca brzmi idealnie.

– podkreślił Kape w rozmowie z MMA Fighting.

Houston też mi pasuje. Nie mam problemu nawet z walką w co-main evencie, choć wiem, że to raczej się nie zdarza. Dla mnie liczy się tylko jedno: walka o pas. Co-main event, main event – to bez znaczenia. UFC może to zmienić. Mogą dać Stricklanda do co-main eventu, a mnie do walki wieczoru w Houston. To nie jest nic niemożliwego. Luty też wygląda dla mnie bardzo dobrze.

Wszystko wskazuje na to, że Kape zamierza utrzymać presję na organizacji i nie czekać biernie na rozwój wydarzeń w mistrzowskiej dywizji. Jego kolejne ruchy mogą przesądzić nie tylko o następnej walce, ale i o układzie całej karty jednej z dużych gal UFC na początku 2026 roku.

Zobacz także„Joshua Van będzie moim workiem treningowym” – Manel Kape zapowiada łatwe zwycięstwo nad Mistrzem

źródło: MMA Fighting | foto: ufc.com