Brutalne zwycięstwo w pierwszej rundzie, ogłuszający doping w Atlas Arenie i jasny przekaz do włodarzy. Michał Michalski rozbił Damiana Janikowskiego bez litości, a po walce nie owijał w bawełnę – mówił o zdrowiu, zmęczeniu sportem i… walce o mistrzowski pas. Choć coraz częściej słyszy pytania o koniec kariery, sam uważa, że właśnie teraz jest w najlepszym momencie.

Michał Michalski w zaledwie jednej rundzie zakończył pojedynek z Damianem Janikowskim na gali XTB KSW 113, demolując rywala serią uderzeń pod siatką. Po walce nie ukrywał, że mimo znakomitej dyspozycji coraz częściej myśli o przyszłości poza klatką.

Często to słyszę, że kończę karierę. I prawda jest taka, że naprawdę ciężko mi się przygotowuje na takim poziomie. Te walki fajnie wyglądają, ale tylko najbliżsi widzą, ile mnie to kosztuje zdrowia, wyrzeczeń i wszystkiego. Kocham ten sport, ale to jest mega ciężkie.

Michalski przyznał jednak, że obecna forma i głosy z otoczenia sprawiają, że decyzja wcale nie jest oczywista.

Wszyscy mi mówią: jeszcze nie, jeszcze nie. I ja też widzę, że to wygląda bardzo dobrze. Może ta mądrość i doświadczenie przyszły na stare lata.

Zawodnik podkreślał, że kluczem do stabilizacji były zmiany w podejściu do treningu i zdrowia.

Miałem kontuzję za kontuzją, ciężkie urazy. Teraz mądrze się prowadzę – w życiu i na macie. Kiedy trzeba cisnąć, to cisnę, a kiedy trzeba odpocząć, to odpoczywam. Słucham organizmu.

Zapytany o brutalny przebieg walki i fakt, że sędzia pozwoliła na długie rozbijanie rywala, Michalski nie uciekał od odpowiedzialności.

To był amok. Ja robiłem wszystko, żeby tę walkę skończyć. Mam ogromny szacunek do Damiana i do każdego, kto wchodzi ze mną do klatki. Ale na te kilkanaście minut zamykamy się i robimy swoje. To jest sport – ktoś wygrywa, ktoś przegrywa.

Kluczowa była konsekwencja i realizacja planu.

Trener cały czas mi powtarzał: krusz go, krusz go, krusz go. I to sobie zakodowałem. Nie od razu, nie na hurra, tylko czas, czas, czas. Widziałem, że każde trafienie robiło swoje.

Po tak efektownym zwycięstwie temat walki o pas wrócił ze zdwojoną siłą – i sam Michalski nie ma wątpliwości, że na nią zasługuje.

To jest mój piąty raz, kiedy udowadniam to samo. Popatrzcie na rywali: Leśko, Vrtacić pokonywał wszystkich Polaków, na mnie się zatrzymał. Humburger – zabrałem mu zero z rekordu, teraz Damian, którego inni nie kończyli tak szybko. Czym ja się różnię od nich?

Zawodnik nie ukrywa frustracji związanej z czekaniem na swoją kolej.

Nie wiem, z czego to wynika. Może z medialności. Ja zrobiłem wszystko, co mogłem w klatce. Teraz piłka jest po stronie włodarzy.

Na najbliższe miesiące plan jest jednak jasny – odpoczynek i regeneracja.

Ten rok był bardzo ciężki. Od stycznia przygotowania, kontuzje, kolejne walki. Potrzebuję chwilę odetchnąć, potrenować luźniej dla głowy, żeby się tym wszystkim nie zniechęcić.

Jedno pozostaje niezmienne – cel.

Interesują mnie tylko najwyższe laury. Jeśli mam poczekać na prawdziwy pas, nawet po wakacjach, nie ma problemu. Ja swoje zrobiłem.

Zobacz takżeMarcin Wójcik po XTB KSW 113: „Gabaryty Sakaia mnie zaskoczyły, ale ta walka była ważnym testem”

Więcej w wywiadzie: