To starcie rozpalało wyobraźnię kibiców od miesięcy. Dwóch elitarnych zapaśników, dwa nazwiska z absolutnego topu – i jeden pomysł, który wyglądał jak gotowy hit poza oktagonem. Teraz pojawiła się jednak brutalnie szczera odpowiedź. Arman Tsarukyan wyjaśnił, dlaczego konfrontacja z Islamem Makhachevem w formule grapplingowej najpewniej w ogóle nie dojdzie do skutku. I wcale nie chodzi o sport.

Arman Tsarukyan wciąż czeka na swoją realną szansę walki o pas UFC w kategorii lekkiej. Został pominięty przy rozdaniu stawki na tymczasowy tytuł, gdy organizacja postawiła na zestawienie Justin Gaethje – Paddy Pimblett. W międzyczasie Ormianin zdecydował się podtrzymywać aktywność poprzez pojedynki zapaśnicze, celując w mistrzowskie złoto w perspektywie 2026 roku.

Jednym z jego potencjalnych rywali o pas był wcześniej Islam Makhachev, jednak Tsarukyan musiał wycofać się z tego starcia przez kontuzję. Choć wciąż pozostaje w ścisłej czołówce, UFC podchodzi dziś do jego osoby wyraźnie ostrożniej. Kolejne duże zwycięstwo może jednak ponownie postawić go w kolejce do walki mistrzowskiej.

W ostatniej rozmowie Tsarukyan odniósł się do plotek o możliwym grapplingowym starciu z Makhachevem – i brutalnie sprowadził je na ziemię.

W najbliższym czasie taka walka grapplingowa nie dojdzie do skutku, ponieważ Islam zarabia w UFC bardzo duże pieniądze. Nie sądzę, żeby ktokolwiek był w stanie zapłacić mu taką kwotę.

Te słowa jasno pokazują, że potencjalny hit techniczny rozbija się o czysty biznes. I choć sportowo to jedno z najbardziej intrygujących zestawień na świecie, realia finansowe skutecznie zamykają temat – przynajmniej na dziś.

Zobacz takżeMocny slam! Arman Tsarukyan wyniósł Sharę Magomedova w walce grapplingowej [WIDEO]

źródło: Red Corner MMA