Underdog? Skazywany na porażkę przed czasem? Vitalii Yakymenko odpowiedział w klatce. Po pięciu rundach twardej walki zdetronizował Sebastiana Przybysza i zapisał się w historii KSW jako pierwszy mistrz z Ukrainy.

W walce wieczoru gali XTB KSW 115 w Lubinie Vitalii Yakimenko pokonał Sebastiana Przybysza niejednogłośną decyzją sędziów (2x 49-46, 47-48) i sięgnął po pas wagi koguciej.

Ja nie jestem tylko mistrzem. Jestem pierwszym mistrzem z Ukrainy. To dla mnie bardzo ważne.

– podkreślił po walce przed kamerami naszej redakcji.

Przed pojedynkiem wielu ekspertów typowało wygraną Przybysza, często nawet przed czasem. Yakimenko słyszał te opinie.

Wszyscy analitycy mówili, że Sebastian mnie znokautuje do trzeciej rundy. Ale jak mówiłem wcześniej – jestem jednym z najlepszych zawodników w Europie. Nie przyjechałem tu z przypadku. Jestem na poziomie, na którym nie da się ze mną wygrać jednym ciosem.

Nowy mistrz zwrócił uwagę na swoją pracę w stójce. To właśnie jego prawy prosty regularnie dochodził celu i zaskakiwał byłego czempiona.

Moja mocna strona to zapasy, wszyscy to wiedzą. Ale dużo pracuję w stójce. W tej walce pokazałem, że potrafię nie tylko walczyć w parterze, ale też bić. Jestem kompletnym zawodnikiem.

Zapytany o niejednogłośny werdykt, przyznał, że musi obejrzeć walkę na chłodno.

Czułem, że jestem silniejszy, że idę do przodu i wywieram presję. Ale nie jestem sędzią. Muszę zobaczyć walkę jeszcze raz i wtedy będę mógł coś więcej powiedzieć.

Yakimenko nie ukrywa, że spodziewał się ruchliwości i pracy na dystansie ze strony Przybysza.

Wiedzieliśmy, że będzie dużo biegał, zmieniał pozycje i trzymał dystans. Trenowaliśmy, jak przejść przez tę barierę. Wszystko zadziałało tak, jak planowaliśmy.

Pięć rund? Dla Ukraińca to nie był problem.

Jestem profesjonalnym zawodnikiem. Trenuję w ciężkich warunkach. Pięć rund to dla mnie normalna rzecz. W trzeciej rundzie byłem nawet lepszy niż w pierwszej.

Co z rewanżem dla Sebastiana Przybysza?

Porozmawiamy z organizacją, ale moim zdaniem Sebastian powinien wygrać jeszcze jedną walkę. W sporcie tak to działa. Inni zawodnicy też zasługują na szansę. Pół roku temu mnie tu nie było, a dziś jestem mistrzem. Każdy może dostać swoją okazję.

Na koniec mistrz zapowiedział spokojne świętowanie.

Dziś skromnie w hotelu z moją drużyną. Jutro wracam do domu, do żony i córeczki. Z nimi będę świętował najbardziej.

Nowy rozdział w wadze koguciej właśnie się rozpoczął.

Zobacz takżeBorys Dzikowski po XTB KSW 115: „Nie mam nic na swoją obronę”

foto: materiały prasowe KSW