Po dwóch porażkach z rzędu wrócił na zwycięską ścieżkę. Sean O’Malley pokonał Songa Yadonga jednogłośną decyzją na UFC 324 i nie ukrywał emocji po werdykcie. „Suga” przyznał, że dopiero teraz w pełni docenił, czym jest wygrywanie na najwyższym poziomie. Zwycięstwo w Las Vegas było dla niego czymś więcej niż tylko kolejną wygraną do rekordu. To był sygnał, że wciąż należy do ścisłej czołówki dywizji koguciej.

Po walce Sean O’Malley otwarcie mówił o tym, jak bardzo brakowało mu zwycięstwa po dwóch przegranych.

Przez długi czas brałem wygrywanie za pewnik. Zawsze wygrywałem, wygrywałem, wygrywałem. A potem przyszły dwie porażki. I nagle pomyślałem: „Kurczę, to naprawdę świetne uczucie znowu wygrać”.

– przyznał.

Amerykanin nie ukrywał, że wcześniej nie przeżywał triumfów tak intensywnie.

Zazwyczaj po wygranej byłem spokojny, bo miałem w głowie: „Przecież zawsze wygram”. Teraz, po tych porażkach, ta wygrana smakowała zupełnie inaczej.

O’Malley wygrał rundy pierwszą i trzecią, przegrywając drugą. Sam jednak uważa, że w klatce czuł pełną kontrolę.

On obalił mnie pod koniec dwóch pierwszych rund, ale nic z tego nie wynikało. Szczerze? Nie czułem, żebym dostał jakieś mocne ciosy. Czułem raczej, że sam robię sobie krzywdę kopnięciami

– tłumaczył.

W mojej głowie było tak: „Nie dostałem praktycznie żadnych uderzeń, więc nie ma opcji, żebym przegrał”.

Duże wrażenie zrobiło na nim także wsparcie kibiców, mimo ostatnich niepowodzeń.

Jest niewielu zawodników, którzy mają prawdziwych fanów. Takich, którzy są z tobą na dobre i złe. Ja mam swoich „Suga fans” i to dla mnie ogromnie dużo znaczy.

Po walce O’Malley pojawił się na konferencji z opuchniętą stopą, ale uspokajał, że to nic poważnego.

Po każdej walce mam problem ze stopami. Jest spuchnięta, zaraz zejdzie. Kilka shotów tequili też pomoże.

Zapytany o przyszłość, nie naciska na szybkie zestawienie.

Jeśli zrobią rewanż Yana z Merabem, ja chilluję. Poczekam. Nie mam z tym problemu.

– stwierdził.

O’Malley skomentował również main event gali.

Po pierwszej rundzie pomyślałem: „Wow, oni są już zmęczeni”. Paddy ledwo łapał oddech, a potem walczył jeszcze cztery rundy. Ogromny szacunek. Pokazał serce.

– ocenił.

Nie zabrakło też osobistego wątku – wejścia do klatki z córką.

Nie mogłem przegrać, mając moją małą księżniczkę przy sobie. To było dla mnie bardzo ważne.

– podsumował.

Wygrana nad Songiem Yadongiem pozwoliła O’Malleyowi odbudować pozycję w czołówce dywizji i ponownie włączyć się do walki o najwyższe cele.

Zobacz takżeUFC 324: Sean O’Malley wypunktował Songa Yadonga

źródło: konferencja prasowa UFC 324 | foto: Getty Images