Ma 34 lata, ponad rok przerwy i wciąż wierzy, że tylko on może zdetronizować Khamzata Chimaeva. Sean Strickland nie myśli o końcu – nawet jeśli mógłby sobie na to pozwolić finansowo.

Sean Strickland wraca 21 lutego i jasno stawia sprawę – chce znów liczyć się w wyścigu po pas wagi średniej. Amerykanin twierdzi, że jest jedynym zawodnikiem w dywizji, który realnie może pokonać Khamzata Chimaeva.

Po ponad roku przerwy sytuacja w kategorii mocno się zmieniła. Były mistrz nie ukrywa, że starcie z Anthonym Hernandezem miało być dla niego trampoliną do walki o tytuł. Porażka w Houston może jednak wywrócić wszystko do góry nogami.

Strickland odniósł się także do tematu zakończenia kariery. Jako punkt odniesienia wskazał Alexander Volkanovski, który w wieku 37 lat wrócił na szczyt po trudnym okresie.

Volk właśnie wygrał. Ile on ma lat? 37? Prawie 38? Ja kocham walczyć. Mam 35 lat. Załóżmy, że mam jeszcze trzy lata – to wciąż masa walk. Mógłbym teraz przejść na emeryturę, jestem mądry finansowo. Ale co wtedy? Budzisz się i… co dalej? Musisz znaleźć coś, co da ci szczęście.

Amerykanin odniósł się też do swojej sześciomiesięcznej dyskwalifikacji po incydencie na gali Tuff-N-Uff. Choć wielu uważa, że zawieszenie zaszkodziło jego pozycji w dywizji, Strickland nie ma wyrzutów sumienia.

Zapytany, czy zrobiłby to ponownie, odpowiedział krótko:

Zrobiłbym to znowu.

34-latek wciąż wierzy, że może wrócić na tron. Ale najpierw musi wygrać 21 lutego – inaczej rozmowy o Chimaevie mogą zostać odłożone na bliżej nieokreśloną przyszłość.

Zobacz takżeAlexander Volkanovski wraca do pierwszej wojny z Islamem Makhachevem: „Wielu uważało, że wygrałem”

źródło: ESPN MMA | foto: Getty Images